Spis treści książki
Ze względu na strukturę książki nie zamieszczono spisu treści.
5.8/6 Opinie: 4
ePub
Mobi
Pełna koszmarów przeszłość jest już za nią. Teraz Ivy Spencer emanuje kobiecą siłą: kruczoczarne włosy, karmazynowe usta i oczy pełne ognia. Praca na ranczu Srebrzyste Sosny to dla niej nowy początek i spełnienie marzenia o trenowaniu rasowych koni - przyszłych zwycięzców prestiżowych gonitw stanu Kentucky. Jej metody treningowe są rewelacyjne. Docenia je nawet szef, Wade Ashby, najbardziej zrzędliwy (i najprzystojniejszy) mężczyzna na południu Stanów.
Wade wciąż nosi w sercu ból po stracie ojca i za wszelką cenę pragnie kontynuować jego dziedzictwo. Chce przygotować konia do startu w Kentucky Derby, najważniejszym wyścigu stanu. A do tego potrzebuje najlepszej trenerki. Problem w tym, że Ivy go irytuje. Byłoby lepiej, gdyby trzymali się na dystans, ale to niemożliwe. Muszą współpracować. A tam, gdzie emocjonalnie iskrzy od pierwszego dnia, eksplozja jest nieunikniona. Zanim jednak pozwolą sobie na uczucie, będą musieli przejść najtrudniejszy trening. Trening zaufania.
Na tym ranczu emocje galopują szybciej niż konie!
Paisley Hope jest zapaloną miłośniczką romansów, matką, żoną i autorką popularnych powieści. Kiedy dorastała w Kanadzie, marzyła o stworzeniu w swoich książkach miejsca, o którym czytelnicy mogliby marzyć i w którym chętnie by zamieszkali. Uwielbia spędzać czas z rodziną, uprawiać ogród, piec, praktykować jogę i pić dobre czerwone wino.
Weryfikacja opinii następuję na podstawie historii zamówień na koncie Użytkownika umieszczającego opinię.
5.8
6
Wciągająca i zabawna :)
6
Warto przeczytać
6
Uwielbiam tą książkę
5
Sympatyczna książka dla tych, ktorzy chcą szczęśliwego zakończenia.
Recenzja: hidrancebookland, Jarczewska Małgorzata
„Właściwy kierunek to ten przed nami, nie za nami” Ivy - promienna trenerka koni oraz Wade - zrzędliwy właściciel rancza. Ivy zaimponowała wszystkim podczas rozmowy kwalifikacyjnej i zaczyna pracę jako trenerka na ranczu Wade’a. Przez długi czas obydwoje testują swoje granice, by w końcu im ulec. Ivy jest gadatliwa i emanuje siłą, a przez wydarzenia z ex obiecała sobie, że już nikt więcej nie będzie pogrywał z nią i jej uczuciami. Wade nie ma cierpliwości i jest trochę cyniczny, a ranczo to jego dziedzictwo, które chce kontynuować po śmierci ojca. Wade przez większość czasu był mrukliwy, ale nie można odebrać mu braku czułości. I chociaż działał na autopilocie, uwielbiam, jak gotował i zaopiekował się Ivy, gdy ta doznała małego wypadku. To wreszcie o nią ktoś się troszczył. A to jak Wade suszył jej włosy? No przekochane. W międzyczasie Ivy starała się uchwycić te część osobowości Wade’a, która zniknęła przez obowiązki i ciężar pracy nad ranczem. Uwielbiam, jak zwracała uwagę na jego uśmiechy i dołeczki. Bardzo mi się podoba szacunek Wade’a do kobiet i to w każdej swerze - codziennej, zawodowej, czy intymnej. Uwielbiam facetów, którzy pragną kontroli, ale jeszcze bardziej jak ją tracą przy takiej kobiecie, jak Ivy. Oh i jestem fanką jego mrocznej strony. Jeśli chodzi o ex naszych bohaterów, to obydwoje nadają się do kosza. W szczególności Brad - bo dlaczego takie śmiecie żyją na tym świecie? Ivy jedyne co czuła, to to, że nie jest warta miłości, a za to, co jej zrobił, sama bym go walnęła, tak, jak Wade. Janelle nie była lepsza ze swoimi wymaganiami i zdradami, przez co nasz ranczer miał problemy z zaufaniem i przestał myśleć o sobie i swoich marzeniach. Cieszę się, że Wade i Ivy mocno się wspierali i wynieśli lekcje ze swoich poprzednich związków. Klimat rancza jest obłędny, a licytacje koni, czy treningi z anielicą tylko to dopełniały. Uwielbiam tryb i pracę Ivy i Wade i to jak się synchronizowali na każdym kroku. Wade i Ivy stworzyli prawdziwą więź, a ona dodatkowo zyskała rodzinę i przyjaciół. Bo tak to wygląda, kiedy należysz do rodu Ashby.
Recenzja: TikTok , Twarogowska Martyna
Książka mimo swojej objętości jest bardzo przyjemna do czytania. Jednak zauważyłam jeden problem, który wystąpił także podczas czytania pierwszej część serii „ranczo srebrzyste sosny”. Pierwsze około 100 stron książki w ogóle mnie nie porwało. Przebrnięcie przez początek księżki było dla mnie po prostu nużące, ale nie ma to nic związanego ze sposobem pisania autorki. Wydaje mi się, że te początki relacji między bohaterami w serii są na siłę stylizowane na trudniejsze niż mogłyby być. Tak jak mówię, pierwsze 80 stron opierało się na tym, że Wade i Ivy odgrywali jakąś psychologiczną grę między sobą pod tytułem „kto pierwszy się ugnie”. Kiedy nastąpił już ten moment przełamania ich relacji i wykonania tego jednego pierwszego kroku książka automatycznie staje się ciekawsza do czytania. Pamiętam, że tak samo miałam z poprzednim tomem. Co do samych bohaterów to musze z dłonią na sercu przyznać, że Wade dosłownie skradł moje serce. Ostatnimi czasy w ogóle mam słabość do ranczerów i kowboi, ale Wade Ashby zyskał w moim książkowym serduszku specjalne miejsce. On jest idealnym połączeniem silnego mężczyzny, który został po prostu skrzywdzony przez los z taką miękką papką, jeśli chodzi o relację z Ivy. To jest ten rodzaj bohatera, który jest grupmy ale wszystkich, ale sunshine dla tej jednej osoby. I dokładnie możemy zaobserwować jego przemianę podczas, kiedy rozwijała się jego relacja z Ivy. Na początku książki pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy jest dosłownie książkowym przykładem zranionego człowieka, ale z czasem gdy młoda trenerka koni zaczyna wkraczać do jego życia możemy w rozdziałach z jego perspektywy zaobserwować jak zmienia się jego postrzeganie świata. Nie jest ono już tylko czarno-białe, ale razem z kolorowymi frotkami i życie nabiera koloru. Wade odnalazł w Ivy swoją bratnią duszę, która uleczyła jego serce i pokazała mu jak pokochać świat na nowo. Szczególnie polubiłam go już w końcowej części książki, kiedy dowiedział się o „fasolce”. To było niesamowicie urocze i zupełnie niepasujące do wizerunku ostrego ranczera i właśnie dlatego było tak rozbrajające. Jeśli chodzi o Ivy Spencer to z trudem przyznaję, że mimo że ją polubiłam to nie skradła ona mojego serca. Nie zapadła mi w pamięci na tyle, że kiedy spojrzę na moją półkę z książkami to nie pomyślę sobie „o pamiętam kiedy…”. Oczywiście obsesja Ivy na punkcie frotek do włosów była rozbrajająca, ale to jest jedna z niewielu rzeczy, która wyróżnia ją na tyle innych bohaterek. Mimo to muszę wspomnieć, że znajduję z nią nić porozumienia, ponieważ wydaję mi się, że jesteśmy dosyć podobne. Tak samo jak ona kocham filmy akcji i lody. To na pewno jest jej cecha unikalna na tle innych, bo powiedzcie, która bohaterka książek kochała filmy akcji? One wszystkie zazwyczaj są fanatyczkami ckliwych romansów i Ivy też taka jest, ale troszkę inaczej. Już na początku książki dostajemy opis tego jak w samochodzie słucha audiobooka książki erotycznej i to jest po prostu iconic. Ivy Spencer też jest książkarą. Zwracając uwagę na całokształt książki to nie da się po prosty nie zauważyć ilości scen zbliżenia między bohaterami i to dosłownie w powalającej liczbie. Oczywiście, książka jest oznaczona jako „śpiący”, ale mówiąc szczerze, mimo że pierwsza część też taka była to nie pamiętam, aby miała ona aż tyle intymnych scen. I musze przyznać, że z czasem stało się to wręcz męczące podczas czytania, bo spodziewałam się że w kolejnym rozdziale znowu będzie kolejna taka sama scena, w której Wade mówi, że nie może się opanować, a Ivy mu ulega. I oczywiście nie ma w tym nic złego, ale w tej książce tych scen było aż w nadmiarze i był ich aż przesyt. Kolejnym aspektem, który był interesujący jest była relacja Ivy i jej skutki, które odcisnęły się na psychice bohaterki. Zdecydowanie uwielbiam te rozdziały, w których Wade i Brad ścierali się ze sobą, a z naszego ukochanego ranczera wychodziła dosłownie bestia, bo chciał chronić swoją Ivy. Mimo, że były takie momenty dwa, albo trzy to można w nich było zobaczyć również to, że Wade dawał naszej bohaterce miejsce na samodzielne uporanie się z demonami przeszłości co było niesamowicie rozczulające, bo bądźmy szczerzy, ale on mógł wgnieść Brada w ziemię za samo spojrzenie w stronę Ivy. Na zakończenie zostawiam takie ogólne odczucia książki, bo była ona zdecydowanie dobra i muszę przyznać, że świetnie bawiłam się czytając ją, bo przekomarzanki naszych głównych bohaterów, pojawianie się ich rodziny, która jest zdecydowanie rozbrajająca i całkiem prześmiewcze rozmowy Wade’a z Nashem o relacji z „pracownicą” były po prostu rozwalające. Oczywiście jako wisienka na torcie pojawiła się Ginger i jej dziwna relacja z Cole’em, która wydaje mi się mieć potencjał na własną książkę to jest najlepsza komedia jaką czytałam. Z całego serca polecam przeczytać każdemu.
Recenzja: Brunetkaodksiazekisztuki, Bryła Martyna
Naprawdę podobała mi się ta książka i dobrze mi się ją czytało. Nie miałam momentu gdzie dłużyła mi się albo po prostu nudziła, a jak już wpadłam w rytm czytanie to nie mogłam odłożyć jej. Zdecydowanie lepiej wypada niż pierwszy tom, który też nie był zły. Ivy nie miała w życiu lekko - śmierć taty ukochanego, mama która podupadła na zdrowiu, a później toksyczny partner i pracodawca. Aż w końcu kobieta trafiła na ranczo Srebrzysty Sosny. Ciężko pracowała aby znaleźć się w tym miejscu w którym jest. Polubiłam Ivy za to, że była na tyle silna by odciąć się od tego toksycznego człowieka. I mimo tego ile przeszła dalej była w niej radość i miłość. Wade to klasyczne zrzędliwy gbur. Dalej przeżywa śmierci ojca i żeby kontynuować dziedzictwo pragnie startować w derbach. Mimo że z początku naprawdę wydawał się mrukiem tak strona ze stroną i zaczął odkrywać swoje karty. Okazało się, że wcale nie jest takim gburem za jakiego można go mieć. Potrafi być opiekuńczy, kochać i angażować się czy zaskarbił sobie moją sympatię. Początki tej dwójki nie były łatwe ona zbyt głośna, a on zbyt mrukliwy. Ale w którymś momencie zaczęli się docierać, a to co działo się między nimi było gorące. Chemię było czuć tu na kilometr. Ten romans był po prostu płomienny i dobrze, że przy nim całe ranczo nie spłonęło. A do tego wszystkiego między nimi dochodzi do słownych przepychanek które tylko to wszystko podsycają. Podobało mi się, że ta relacja cały czas ewoluuje. Historia nie jest oparta na samych spice scenach ale jak już się pojawiają to jest naprawdę gorąco. Poczułam też czytając klimat ranczo, że prawie mogłam je sobie wyobrazić. Nie mogę też nie wspomnieć o rodzinie Ashby, która dodatkowo robi robotę. I nie mogę się doczekać kolejnego tomu!
Recenzja: zapiski_mola , Hućko Nikola
"Trening uczuć" Ranczo Srebrzyste Sosny tom 2 - Paisley Hope 4,5/5 ⭐ "Po pierwsze: jestem szaleńczo zakochany w Ivy. I nie tylko ją kocham, ale potrzebuję jej, jak księżyc potrzebuje słońca, by każdej nocy lśnić nad horyzontem. Po drugie: nie istnieję już bez niej… choć ona jeszcze o tym nie wie." On jest gburowatym ranczerem i jej szefem.. A ona kłopotem, który rozrzuca swoje frotki po całym ranczu.. ..które on oczywiście zbiera. Ivy i Wade 🤍 Po pierwszym tomie, który absolutnie mnie zachwycił, czekałam na historię Wade'a i Ivy jak na zbawienie.. Nie spodziewałam się jednak, że powrót do Srebrzystych Sosen będzie dla mnie tak naturalny i komfortowy, jakbym nigdy z tego rancza nie wyjechała.. A na ranczu Wade, czyli brat CeCe, zatrudnia Ivy Spencer - nową trenerkę koni, która ma wyjątkowo wkurzający charakterek.. przynajmniej na początku 😈 W ogóle dobrali się idealnie, bo ona jest chodzącym uśmiechem, słuchającym pikantnych romansów na cały regulator.. A on nigdy się nie uśmiecha, ma wiecznie skwaszoną minę i generalnie jest surowy jak cebula. Grumpy x sunshine, lubimy, co? Ja uwielbiam! I w ogóle uwielbiam zarówno Ivy, jak i Wade'a! Ich, jak i ich relację, która zaczyna się od tego, że dziewczyna go wkurza, przechodzi w oglądanie filmów akcji i jedzenie lodów po nocach, przyjaźń, a kończy na miłości tak zapierającej dech w piersiach, że aż chce się poznać jakiegoś przystojnego ranczera.. I właśnie te momenty, gdy Ivy pomieszkiwała u swojego szefa, gdy skręciła kostkę.. te, gdy spędzali razem noce na kanapie, gdy pożądanie buzowało między nimi tak, że bałam się, iż kartki zaczną mi się palić z tego żaru.. to były moje ulubione momenty 🤍 No i może te, gdy się ze sobą przekomarzali! To też było świetne! Poza tym ludzie.. ona wyjadała mu pop tartsy, a on jej za to nie udusił, z tego musiała wyjść miłość.. No.. może ją poddusił co najwyżej DD "- Potrzebujesz mężczyzny, którego ręce nie trzęsą się na sam dotyk twojego ciała. - Jego usta zatrzymują się tuż przed moimi, ożywiając każdy nerw ukryty pod moją skórą. - A jak tam twoje ręce, szefie? - Pewne jak cholera." A potem.. nastąpił mały spadek formy. Czyli spicy sceny.. Ja lubię. Ja je wręcz uwielbiam! Tylko.. miałam wrażenie, że w pewnym momencie zrobiło się ich tutaj już za dużo. Dosłownie co stronę bohaterowie rzucali się na siebie, a.. co za dużo, to nie zdrowo jednak. I owszem, chemia między nimi była wręcz namacalna, a od ich zbliżeń naprawdę robiło mi się momentami gorąco, ale w końcu zaczęłam te sceny praktycznie omijać. W ogóle się już na nich nie skupiałam, no bo ej.. Ile można czytać o tym, jak on nad nią ryczy, gdy dochodzi DD I to w sumie jedyny minus tej książki. Gdyby było tych zbliżeń ODROBINKĘ mniej, byłoby idealnie i dałabym tej historii 5/5. Pomijając to.. cholera, ja naprawdę uwielbiam to ranczo! Nie pamiętam już do końca jak było w pierwszym tomie, ale wydaje mi się, że w tej części mamy więcej rancza w ranczu. W sensie te konie się przewijają, gdy bohaterowie kupują "Skrzydlatą Anielicę", a Ivy ją trenuje i to jest też bardzo na plus. Podobały mi się te wątki z końmi, bardzo! Tak samo, jak podobało mi się, że Ivy zmagała się ze swoją przeszłością. Coś, a raczej ktoś, sprawił, że straciła pewność siebie, ale ona się nie poddała. Odzyskała swoją iskrę, która tak bardzo zaimponowała Wade'owi. I mnie.. Oczywiście nie zabrakło też moich ulubieńców z poprzedniej części, Nasha i CeCe! Dobrze wiedzieć, że wszystko u nich dobrze. Ja uwielbiam, gdy w seriach przewijają się bohaterowie z poprzednich tomów, to zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy 🤍 No i w ogóle kolacje rodzinne w dużym domu to też są jedne z moich ulubionych wątków w tej serii! To jak wszyscy razem spotykają się przy stole, gdzie Cole i Nash dokuczają Wade'owi, mama Jo jest dla wszystkich chodzącym sercem na dłoni, CeCe pozwala Mabel zaplatać swoje włosy, a Papcio rzuca takim tekstem, po którym tarzam się ze śmiechu.. I w tym wszystkim Ivy, która dzięki tej szalonej rodzinie czuje się w pełni akceptowana, czego nie miała w poprzednim związku 🤍 Jestem totalnie zakochana w Srebrzystych Sosnach. Absolutnie zakochana w Nashu i Wadzie i bezapelacyjnie weszłam w swoją erę kowbojskich romansów. A kolejny tom potrzebuję na wczoraj! No i co.. fanki kowbojów, ranczerów i małomiasteczkowych klimatów - jedźcie na ranczo Srebrzyste Sosny, czekają tam na was mężczyźni Ashby 🥵 "Jesteśmy tu i teraz, bez trosk, bez ciężaru codzienności, tylko we dwoje, a jedyne, co przychodzi mi do głowy, to to, że… Wade'owi Ashby'emu naprawdę do twarzy ze szczęściem."
Recenzja: natalia.reads_book, Chabowska Natalia
Po pierwszym tomie nie spodziewałam się cudów, ale jestem naprawdę miło zaskoczona. Fabuła jest znacznie ciekawsza i więcej się dzieje. Nadal trwają te ich wspólne, poniedziałkowe kolacje z całą rodziną. W tej części autorka mocno stawia na fabułę. Widzimy przygotowania do turniejów, oswajanie koni i aukcje. Mega mi się podobało, że Wade w końcu otworzył się przed Ivy. Ten chłopak naprawdę potrzebował kogoś, kto go wysłucha i wesprze. Ivy z kolei niby zawsze jest uśmiechnięta i radosna, ale to tylko pozory, bo pod spodem też coś ukrywa. Ta książka wypadłaby naprawdę świetnie, gdyby nie sceny łóżkowe. To, co się tam dzieje, to jakiś hit. Lubię erotyki, ale dialogi w tych momentach były tak nierealne, że aż nie wiedziałam, co robić, śmiać się czy płakać. Wątek romantyczny był super, dopóki nie doszło do zbliżeń. Te teksty były tak odklejone od rzeczywistości, że aż musiałam kartkować.
Recenzja: www.coraciemnosci.pl/, Justyna Dziura
🐴 „Trening uczuć” to historia o nowym początku, walce z przeszłością i o tym, że czasem najtrudniejszy trening nie dotyczy ciała, lecz serca. Ivy Spencer zostawia za sobą koszmary dawnych lat i podejmuje pracę na ranczu Srebrzyste Sosny. Jest silna, zdeterminowana i pewna swoich umiejętności. Trenowanie rasowych koni to jej pasja i sposób na udowodnienie, że potrafi zawalczyć o swoje marzenia. Jej talent szybko zostaje zauważony - nawet przez Wade’a Ashby’ego, właściciela rancza, który słynie z trudnego charakteru. 🐴Wade wciąż zmaga się z bólem po stracie ojca i czuje ogromną odpowiedzialność za rodzinne dziedzictwo. Jego celem jest przygotowanie konia do startu w Kentucky Derby, co ma być spełnieniem marzeń ojca. Potrzebuje najlepszej trenerki, a Ivy bez wątpienia nią jest. Problem w tym, że między nimi od początku iskrzy - nie tylko z powodu różnicy charakterów. Oboje są uparci, dumni i przyzwyczajeni do samodzielności. Wspólna praca sprawia, że muszą nauczyć się zaufania, a to dla nich największe wyzwanie. 🐴Książka łączy w sobie wątek romantyczny z klimatem rancza i wyścigów konnych, co nadaje historii dynamiki. Emocje rzeczywiście „galopują” szybciej niż konie - napięcie między bohaterami jest wyraźne i momentami bardzo intensywne. To opowieść o przełamywaniu barier, o drugiej szansie i o tym, że nie da się uciec przed uczuciem, jeśli jest prawdziwe. Historia wciąga i czyta się ją szybko, bo relacja Ivy i Wade’a rozwija się naturalnie, choć nie bez przeszkód. To idealna propozycja dla osób, które lubią romanse z silnymi bohaterami i wyraźnym, emocjonalnym napięciem.
Recenzja: zaczytana_nana_, Kowalewska Olga
To książka, którą absolutnie uwielbiam. Nie spodziewałam się, że będę się przy niej aż tak świetnie bawić, dosłownie nie mogłam się oderwać. Już w pierwszej części serii Wade przyciągnął moją uwagę, ale tutaj miałam okazję poznać go bliżej… i wow. Jest hot. Totalnie hot. I powiem tylko tyle - nie spodziewałam się po nim aż takiego ognia. 🤭 Historia płynie bardzo szybko. Nie ma nudy, nie ma zbędnych opisów, wszystko jest lekkie, dynamiczne i po prostu mega przyjemne w odbiorze. Z ogromnym zaciekawieniem śledziłam losy Ivy i Wade’a, a ich relacja naprawdę mnie pochłonęła. Dostajemy humor, cudownie przytulny klimat małego miasteczka i rancza, seksownych kowboi oraz dwoje bohaterów po przejściach. To połączenie działa znakomicie. Chemia między postaciami? Jest. Emocje? Są. Ten cozy, lekko romantyczno-kowbojski vibe? Zdecydowanie tak. Oczywiście autorka nie byłaby sobą, gdyby nie dorzuciła solidnej dawki spicy scen. I mam podobne odczucia jak przy pierwszej części - mogłoby być ich odrobinkę mniej. Fabuła spokojnie by na tym nie ucierpiała. Ale poza tym jednym, naprawdę malutkim minusikiem - książka jest bardzo dobra, wciągająca i cholernie przyjemna. Dzięki tej serii coraz bardziej wciągam się w świat kowboi… i zdecydowanie chcę więcej.
Recenzja: to.ostatnia.strona, Inglot-Siwek Izabella
Kowbojski romans, który będzie lekki i oderwie was od rzeczywistości? Oto on. Komfortowa, zabawna, urocza. No i hot, bo o tym nie można nie wspomnieć. Szczególnie kiedy mowa o Wadzie Ashbym. Taka właśnie jest książka „Trening uczuć”. Wracamy na ranczo Srebrzyste Sosny i tym razem poznajemy historię Wade’a - najstarszego z rodzeństwa. Wade ma na głowie ranczo, sprawy rodzinne i rozwód. Do tego wszystkiego musi znaleźć nowego pracownika na stanowisko trenera koni. Jako chętna zgłasza się Ivy Spencer. Jej CV jest imponujące, a ona sama wyjątkowo gadatliwa i irytująca. Dla zrzędliwego Wade’a ten promyczek słońca jest największym koszmarem. Najpiękniejszym koszmarem, jaki w życiu widział. Myślę, że jeśli lubicie „Bez serca” to ta książka również przypadnie wam do gustu. Wade ma podobny vibe do Cade’a od Elsie. Gburowaty, nie dający wchodzić sobie na głowę, na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za ranczo. Ale w środku to totalny misiu. Dla rodziny i ukochanych osób zrobi wszystko, a kiedy coś się dzieje pomoże bez zastanowienia. Do tego ma tą mroczną cząstkę siebie, którą uwielbiam. Ivy to bohaterka, która wiele przeszła, ale nie straciła optymizmu. Ciężko pracuje, ma swoje cele i marzenia. Choć nie wie co przyniesie jutro, stara się czerpać z życia ile się da. Konie są jej pasją, a praca na ranczu tym co kocha. Bardzo podobało mi się, że nie stroniła od rodziny Wade’a, że chciała się z nimi zaprzyjaźnić i choć miała zostać tylko na chwilę, chciała być częścią tej małej społeczności. Romans? Gorący. Ale taki, o którym niekoniecznie musi wiedzieć cały świat. I nie chodzi tu o żaden wstyd, ukrywanie się celowo. Ale o prywatność, której oboje tak chcieli. Ta miłość była ich. Uwielbiam również słowne potyczki głównych bohaterów. Wade’a, który chciał mieć nad wszystkim kontrolę i Ivy, która pokazywała mu, że ona nie ma zamiaru się podporządkować. Urzekła mnie rodzina. Tam każdy jest dla siebie wsparciem. Mama Jo, to kochana osoba, a Papcio nie raz mnie rozbawił. Relacja dziewczyn jest świetna, tak samo jak braci. Jedynie lekko ubolewam nad tym, że Nash w tym tomie stracił coś ze swojego charakteru i stał się misiaczkiem przytulaczkiem, wpatrzonym w CeCe jak w obrazek. Niektóre wątki mógłby być mocniej rozwinięte, szczególnie ten z mamą Ivy. I liczyłam na ciut więcej informacji o treningu koni. Żałuję również, że ktoś drugi raz nie wygarnął Bradowi, bo konkretnie się facetowi należało. Małe minusy, jednak nie przeszkadzały mi w odbiorze tej książki. Bardzo fajnie spędziłam z nią czas. Lekka historia, klimat rancza i wspaniała grupa, którą tworzy rodzina Ashby. Jeśli macie ochotę na gorących kowbojów (a raczej gorącego ranczera) to ja gorąco polecam! 💜
Recenzja: @leavelawforbooks, Petr Weronika
„Serca nie da się wytrenować”. Myślał, że skończył już z miłością. Spokojne życie na ranczu i to mniej spokojne z rodziną. To był jego świat, lecz wtedy wtargnęła do niego ona. „Mówiłam już, że jestem chodzącą katastrofą”. Czarnowłosy huragan z miłością do koni w oczach, iskrą i koszmarną przeszłością. Ona była słońcem. On burzową chmurą. Duet wybuchowy. Ta współpraca to będzie prawdziwy trening uczuć. „Niczego więcej nie potrzebuję, niczego więcej nie chcę. Wystarczą mi te proste chwile z nią”. Pióro Paisley Hope odkryłam w zeszłym roku i przepadłam bardzo szybko. Poznałam już różne oblicza tej autorki i każde uwielbiam. A to, które ukazuje w kowbojskich romansach? Chyba jest moim ulubionym. Moja słabość i najszczerszy uśmiech. Cudowny komfort, lekkość i ciepło. „Trening uczuć” Przeczytałam tę książkę już dwa razy i nadal nie mam dość. Ten tom ma w sobie niezwykłą delikatność i czułość. Małe gesty, które sprawiały, że po prostu się rozpływałam. Piękne słowa, trudne emocje, bolesne wspomnienia, ale też radość. Żar, płomień i w końcu ogień. Przyciąganie, chemia, pragnienie i moje czerwone policzki. U Paisley zawsze jest gorąco, a ja to uwielbiam! A miłość? Wyjątkowa jak głowni bohaterowie. Tak bardzo im potrzebna po wszystkim co przeszli… W tym tomie pięknie została przedstawiona nie tylko miłość romantyczna, ale też ta do rodziny i koni. Ostatnia była czymś naprawdę wyjątkowym i poruszającym. Odkryłam kolejne zakątki Rancza Srebrzyste Sosny, mogłam lepiej się przyjrzeć pracy w tym miejscu, poczułam ten klimat jeszcze mocniej. Rodzina Ashby skradła kolejną cząstkę mojego serca, chyba jeszcze większą niż poprzednio, a Wade i Ivy sprawili, że zapragnęłam właśnie tak silnego i płomiennego uczucia. Uwielbiam tę serię, jest dla mnie tak cudownie komfortowa, a każdy tom wyjątkowy z innego powodu. Ten poruszył mnie najmocniej. Wade Nie dość, że kowboj to jeszcze potrafił gotować. Pokochałam jego gburowatą stronę, a tą czułą jeszcze bardziej. Odpowiedzialny, najstarszy, silny, ale też skrzywdzony przez los. Przez długi czas nie zastanawiał się czego tak naprawdę chce. Nikt nie zapytał. Ona to zrobiła i tak bardzo poruszyła tym moje serce. Taka mała rzecz, jedno pytanie, a jak wiele znaczy… Nie uśmiechał się często. Nie chciał kłopotów, drugiej szansy w miłości i kobiety. Ale wtedy pojawiła się ona i wydobyła z niego wszystko to, co najlepsze. Te małe i wielkie gesty były naprawdę wyjątkowe i sprawiły, że moje serce biło szybciej. Miałam ochotę piszczeć, rozpływałam się nad delikatnym dotykiem i czułością. Ona na nią zasługiwała… Ivy Jego „Kłopot”. Cudownie energiczna. Była światełkiem, od którego biło ciepło i blask. Jej ogromny uśmiech skrywał wiele przykrych wspomnień. Niby delikatna, a jednak tak silna! Trochę szalona, z niezwykłą pasją i miłością, która wręcz z niej emanowała. To jedna z tych bohaterek, które kocha się za energię, iskrę w oku, siłę i historię. Oni razem? Ogień i piękno! „Wygląda na to, że ty też należysz do mnie”. Uwielbiam tę książkę za wiele elementów. Za uśmiech, śmiech, żarty Papcia i przebojowość Mamy Jo. Rodzinne ciepło, relacje, wtrącanie się we wszystko, przebojowość, przyjaźń i klimat, który tak pokochałam. Ogień, który sprawiał, że płonęłam i to było tak przyjemne! Piękne przedstawienie miłości, jej siły i wartości. Marzenia, które pojawiły się w mojej głowie. Kilka godzin spędzonych tak cudownie i przyjemnie. Chcę więcej. Polecam!
Recenzja: victorioushelf , Sobczak Wiktoria
Więcej kowbojów? No przecież, że w to wchodzę! Drugi tom serii ranczo Srebrzyste Sosny to historia Wade’a - inteligentnego, ponurego człowieka, który ostatnio miał sporo przykrych rzeczy na głowie. Jest delikatnie niemiły i zamknięty w sobie. Oraz Ivy… szalona, silna i baaaardzo gadatliwa kobieta, która przychodzi na rozmowę o pracę jako trenerka koni, i totalnie miesza w głowie Ashby’emu. Ona jest zdesperowana, aby dostać pracę, a on… ją zatrudnia! Czy zdołają się dogadać, mimo odmiennych charakterów? Gorąca, zabawna, urocza i momentami trudna - słowa, które idealnie opisują tę historię. Mimo, że pierwszy tom miał dość słabe opinie, moja miłość do kowbojów-gburków wygrała i skusiłam się na drugi: niczego nie żałuję! Autorka spisała się na medal; super przyjemny styl pisania, tempo akcji nie było wcale takie szybkie, jak myślałam że będzie, a humoru i pikanterii było tu aż nadto😏 No i ten wspaniały klimat małego miasteczka, rancza, który mogliśmy tutaj poczuć… jestem zakochana po stokroć.
Recenzja: AnkaWach , Wachowska Anna
Na tym ranczu emocje galopowały szybciej niż konie. Cóż to była za gorąca, obezwładniająca pożądaniem historia, która niejednokrotnie przyspieszała bicie serca! Idealna opowieść na walentynki została odnaleziona, a to za sprawą pewnego pociągającego kowboja, który, choć bywa zrzędliwy, ma w sobie coś to coś !!! Zacznijmy jednak od początku, zanim przejdziemy do tych gorących szczegółów 🔥🔥 Koszmarna przeszłość już za nią - wreszcie odeszła od mężczyzny, który umniejszał jej słowami sprawiając,że czuła się gorsza. Mimo to wciąż ma w sobie tę kobiecą siłę, która przyciąga jednego piekielnie przystojnego mężczyznę. Jest jednak jeden szkopuł - jest szef, który za wszelką ceną stara się utrzymać swoje pragnienie na wodzy. Wade za wszelką cenę chce kontynuować dziedzictwo swojego zmarłego ojca, a dodatkowo musi zmagać się z byłą żoną. Na domiar złego, w jego życiu pojawia się irytująca, piekielnie silna kobieta, którą zaczyna pragnąć zbyt mocno i zbyt szybko. Ich współpraca to iskrząca bomba a eksplozja jest nieunikniona. Jednak trzeba pamiętać , że to, co dzieje się między nimi, ma swój termin ważności- a może i nie 🤭🤭 Genialnie wykreowani bohaterowie sprawiają, że praktycznie nie można oderwać się od lektury. Muszą przejść najtrudniejszy trening w życiu - zdobyć zaufanie i sprawić, by druga osoba otworzyła się na wyznanie bolesnej prawdy, która ukształtowała jej blizny. Jeszcze nigdy nie spotkałam tak gorącej, wybuchowej relacji, która z sekundy na sekundę podsycała ich pożądanie. Otrzymujemy obrazowe sceny z elementami BDSM, ale wszystko odbywa się za zgodą obydwojga. Ich relacja staje się nie tylko sentymentalna i wzruszająca, ale także gorąca na każdej płaszczyźnie. To, jak nawiązywali nić porozumienia, uzupełniając się było idealne. Pokazał jej prawdziwego siebie, a to była najpiękniejsza przygoda w jej życiu. Historia ma rewelacyjny klimat, a to dzięki relacji Wade’a z rodziną.Ich przepychanki słowne, grupowe czaty oraz porady miłosne wywoływały uśmiech podczas czytania. Cóż, podejrzewam, że ktoś w niedługim czasie również straci głowę dla kobiety, ale boi się do tego przyznać.
Recenzja: moniakczyta, Skuza Monika
Po każdej burzy wychodzi słońce a w tym przypadku… po pierwszej kiepskiej książce, zawsze przychodzi ta lepsza. Wade zatrudnia nową młodą trenerkę, która ma zastąpić inną pracownicę podczas jej urlopu macierzyńskiego. Uwielbia spokój a jego językiem miłości są pomruki i skwaszona mina. Kiedy na jego ziemi stanęła wiecznie trajkocząca Ivy jeszcze nie spodziewał się jak odmieni ona jego życie. To jest książka z którą spędziłam idealne walentynki. Pierwsza część była kiepska.. albo właściwie kiepsko przetłumaczona przez co odbiór jej bywał ciężki. Ja natomiast tak długo czaiłam się na tą serię, że postanowiłam się nie zrażać i dać jej kolejną szansę. Cóż to była za wspaniała decyzja. Jeśli mogłabym wybrać idealnego mężczyznę to wybrałabym Wade’a(w tym miejscu gorące pozdrowienia dla mojego narzeczonego <3). Jestem zakochana w kreacji tego bohatera. Taki mruk, który tylko marzy o tym by wszyscy dali mu święty spokój. Jak tylko poznajemy go bliżej to okazuje się, że pod tą swoją maską znajduje się całkiem ciepły mężczyzna. Ivy, gdy tylko pojawia się w jego życiu wywraca wszystko do góry nogami. Ta zwariowana kobieta wie jak postawić na swoim. Jest to postać ze swoimi traumami, które mają odbicie na jej zachowanie, ale to tylko pokazuje jak silną kobietą jest. Wade urzekł mnie sobą najbardziej przez to jak bardzo chciał Ivy. Jak zwracał uwagę na wszystkie detale z nią związane. Oboje potrzebowali znaleźć siebie nawzajem by w końcu żyć pełnią. W tle do romantycznej historii mamy ranczo, wybieranie idealnego konia i proza codzienności. Podobnie jak w pierwszej części mamy dużo pikantnych scen, ale idealnie wpasowały się do tej historii. Pod te walentynki czytało się bardzo przyjemnie. Ode mnie 8/10 ⭐
Recenzja: Oczarowane.literacko, Skrochocka Karolina
Nie przyjmuję żadnego złego słowa o tej książce. Serio. To, jak świetnie się przy niej bawiłam i jak bardzo mnie wciągnęła, jest nie do opisania. Ivy Spencer pojawiła się już w poprzedniej części jako trenerka koni na ranczu Srebrzyste Sosny. Jej szef, Wade, to najbardziej zrzędliwy mężczyzna, jakiego można sobie wyobrazić a jednak muszą ze sobą ściśle współpracować. Oboje mają trudną przeszłość i wiedzą, że zbliżenie mogłoby tylko skomplikować ich życie. Tylko jak oprzeć się przyciąganiu i chemii, które pojawiają się za każdym razem, gdy są obok siebie? Napiszę to kolejny raz - ta seria dorównuje książkom Elsie Silver. Klimat rancza, małe miasteczko i rodzina, która dodaje uroku całej historii, tworzą coś naprawdę wyjątkowego. Ivy wiele straciła przez byłego partnera i nie pozwoli, by kolejny mężczyzna nią pomiatał czy mówił jej, jak ma żyć. Wade, po przejściach z byłą żoną, również ma złe doświadczenia. Kiedy więc przyciąganie między nimi staje się coraz silniejsze, oboje wiedzą, że to ryzykowne. Ale jak tu się nie zakochać w bohaterze, który na każdym kroku pokazuje, jak bardzo mu zależy i ile potrafi poświęcić zakochany mężczyzna? Ivy wydobywa z Wade’a uśmiech, a on przestaje być ponurym, zamkniętym w sobie człowiekiem. Autorka świetnie oddała napięcie między bohaterami. Relacja rozwija się stopniowo, od poznania i budowania przyjaźni, aż po moment, gdy uczucia biorą górę. A kiedy już dochodzi między nimi do zbliżenia… uwierzcie mi, robi się naprawdę gorąco. Humor jest tu ogromnym atutem - Ivy swoim gadulstwem nieraz wywołuje uśmiech. Dodajcie do tego mężczyznę, który mięknie tylko przy jednej kobiecie, wciągającą fabułę, motyw found family oraz kowboja, który wie, jak rozpalić serce i zmysły i otrzymujemy historię, która zostaje z czytelnikiem na długo. Wzruszyłam się też na tej historii a najbardziej pod koniec więc bardzo wam ją polecam!
Data wydania ebooka często jest dniem wprowadzenia tytułu do sprzedaży i może nie być równoznaczna
z datą wydania książki papierowej. Dodatkowe informacje możesz znaleźć w darmowym fragmencie.
Jeśli masz wątpliwości skontaktuj się z nami [email protected].
Data wydania audiobooka często jest dniem wprowadzenia tytułu do sprzedaży i może nie być równoznaczna
z datą wydania książki papierowej. Dodatkowe informacje możesz znaleźć w darmowym fragmencie.
Jeśli masz wątpliwości skontaktuj się z nami [email protected].
Ze względu na strukturę książki nie zamieszczono spisu treści.