Spis treści książki
Ze względu na strukturę książki nie zamieszczono spisu treści.
5.8/6 Opinie: 4
ePub
Mobi
Pełna koszmarów przeszłość jest już za nią. Teraz Ivy Spencer emanuje kobiecą siłą: kruczoczarne włosy, karmazynowe usta i oczy pełne ognia. Praca na ranczu Srebrzyste Sosny to dla niej nowy początek i spełnienie marzenia o trenowaniu rasowych koni - przyszłych zwycięzców prestiżowych gonitw stanu Kentucky. Jej metody treningowe są rewelacyjne. Docenia je nawet szef, Wade Ashby, najbardziej zrzędliwy (i najprzystojniejszy) mężczyzna na południu Stanów.
Wade wciąż nosi w sercu ból po stracie ojca i za wszelką cenę pragnie kontynuować jego dziedzictwo. Chce przygotować konia do startu w Kentucky Derby, najważniejszym wyścigu stanu. A do tego potrzebuje najlepszej trenerki. Problem w tym, że Ivy go irytuje. Byłoby lepiej, gdyby trzymali się na dystans, ale to niemożliwe. Muszą współpracować. A tam, gdzie emocjonalnie iskrzy od pierwszego dnia, eksplozja jest nieunikniona. Zanim jednak pozwolą sobie na uczucie, będą musieli przejść najtrudniejszy trening. Trening zaufania.
Na tym ranczu emocje galopują szybciej niż konie!
Paisley Hope jest zapaloną miłośniczką romansów, matką, żoną i autorką popularnych powieści. Kiedy dorastała w Kanadzie, marzyła o stworzeniu w swoich książkach miejsca, o którym czytelnicy mogliby marzyć i w którym chętnie by zamieszkali. Uwielbia spędzać czas z rodziną, uprawiać ogród, piec, praktykować jogę i pić dobre czerwone wino.
Weryfikacja opinii następuję na podstawie historii zamówień na koncie Użytkownika umieszczającego opinię.
5.8
6
Wciągająca i zabawna :)
6
Warto przeczytać
6
Uwielbiam tą książkę
5
Sympatyczna książka dla tych, ktorzy chcą szczęśliwego zakończenia.
Recenzja: @magdaczytatbr, Gryz Magdalena
„Trening uczuć” to historia Ivy, dziewczyny, pracującej jako trenerka koni oraz Wade’a, jej nowego szefa. Praca na ranczu to jej spełnienie marzeń, jednak problemem jest Wade, który nie jest wobec niej zbyt przyjaźnie nastawiony. On sam zmaga się z bólem po stracie ojca i jednocześnie pragnie kontynuować jego dzieło, dlatego wie, że aby osiągnąć swój cel, musi nauczyć się współpracować z Ivy. Ta historia bardzo przypadła mi do gustu! Od samego początku polubiłam Ivy, szczególnie rozbawiło mnie jej zamiłowanie do spicy audiobooków, ale doceniłam ją także za siłę, charakter i pewność siebie. Świetnie pasowała do Wade’a, a między nimi wyraźnie czuć było narastające napięcie 🤭 Muszę jednak przyznać, że momentami scen zbliżeń było dla mnie nieco za dużo, ale poza tym książkę czytało się naprawdę świetnie i z czystym sumieniem mogę ją polecić 🩷 Ocena 4.5/5
Recenzja: Thebookmartina , Skrobiranda-Krasoń Marta
Z Paisley Hope mam stabilną relację, wiem czego się u niej spodziewać Wróciłam na Ranczo Srebrzyste Sosny i dostałam to czego oczekiwałam. Tering uczuć to drugi tom z serii Ranczo Srebrzyste Sosny. Poznajemy Ivy Spencer, która jak burza wpadł na ranczo i podejmuje się pracy swoich marzeń- trenowaniu rasowych koni. Jej szefem jest Wade Ashby, który nie umie się nawet uśmiechać ale dla niej zrobi wyjątek. Czyli to co lubimy, prawda? Oboje noszą w sercach blizny, utrata bliskich i ciężar toksycznych relacji. Razem podejmą się wybrania i wytrenowania konia do startu w Kentucky Derby. Los nie przestaje pchać ich ku sobie a oni nie umieją z tym walczyć. Budują relacje na zaufaniu, szczerości i wspólnych pasjach. Idą swoim tempem i na swoich zasadach. Nie ma między nimi niejasności, nie pojawia się tu wątek braku komunikacji, za co dziękuję autorce bo nie jestem w stanie tego przełknąć. Minusem hitori jest za to ilość spicy scen Tak już zrozumieliśmy, że się sobie bardzo podobają. U Paisley Hope już tak jest więc przyjmuję to z pokorą sięgając po jej książkę. Ogromnym urokiem tej opowieści są bliscy naszych głównych bohaterów. Ciepli, otwarci, zabawni i kochani. Tworzą cudowną rodzinkę, której nie da się nie lubić. Sceny kiedy wszyscy razem spędzają czas są bezcenne. Autorka oczywiście puszcza nam oczko czego możemy spodziewać się w kolejnych tomach a ja to bardzo lubię. Zaskoczeniem za to dla mnie było, że autorce udało się mnie wzruszyć dlatego Pewnie jeszcze wrócę na to ranczo zobaczyć co słychać w tej małej mieścinie.
Recenzja: Bookstagram_Bei, Fiałko Beata
🤠 TRENING UCZUĆ - PAISLEY HOPE Ranczo, konie, gbur z emocjonalnym bagażem i bohaterka, która nie zamierza się nikomu podporządkowywać. Do tego chemia, która z czasem zaczyna iskrzyć coraz mocniej… i robi się naprawdę gorąco. 📚O CO CHODZI Ivy przyjeżdża na ranczo Srebrzyste Sosny, żeby zacząć wszystko od nowa i robić to, co kocha najbardziej - trenować konie. Jej nowym szefem jest Wade - mruk, który zdecydowanie nie wpuszcza ludzi do swojego świata. Wspólna praca, napięcie i emocje, których oboje próbują nie zauważać… wiadomo, dokąd to prowadzi. 🤠BOHATEROWIE & RELACJE Wade - facet po rozwodzie i rodzinnych dramach. Jest mrukliwy, uparty i ma emocjonalny zasięg łyżeczki do herbaty. I wtedy wjeżdża ona: Ivy - uparta, silna i zdecydowanie nie z tych, które potulnie wykonują polecenia. On chce świętego spokoju, ona chce mu udowodnić, że nie pozjadał wszystkich rozumów. Ich relacja to klasyczne grumpy x sunshine. Między nimi jest wyraźna chemia, które naprawdę robi robotę, choć sama dynamika relacji bywa chwilami dość schematyczna. To jednak jeden z tych przypadków, gdzie schemat działa - bo emocje i przyciąganie między bohaterami są na tyle wyczuwalne, że łatwo się w to wkręcić. 🐎KLIMAT & EMOCJE Historia ma tempo romantycznego serialu: trochę dramy, trochę czułości, trochę momentów „powiedz to w końcu na głos”. Kiedy napięcie w końcu eksploduje... robi się naprawdę gorąco! Sceny spice są tak obrazowe, że gwarantują soczysty rumieniec. Od połowy książki autorka już się nie oszczędza - jest ich sporo i są bardzo dosadne. Mała rada: nie czytajcie jej w autobusie, chyba że w środku lata - wtedy zawsze możecie zrzucić wypieki na niedziałającą klimatyzację. 😅 🎯DLA KOGO Jeśli lubicie kowbojskie romanse w stylu Elsie Silver - z ranczem, napięciem między bohaterami i sporą dawką pikanterii - to jest zdecydowanie książka dla Was. 🏆WERDYKT Lekki, wciągający romans z kowbojskim klimatem i sporą dawką spice. Idealny, kiedy macie ochotę na historię z napięciem, emocjami i bohaterami, którzy długo udają, że absolutnie nic między nimi nie ma.
Recenzja: amethyste_reads, Kłos Małgorzata
Pierwsza część zostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie, więc sięgnięcie po kontynuację było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. I szybko okazało się, że to powrót do świata, który wciąż ma w sobie ten sam urok, ale tym razem opowiada bardziej dojrzałą historię. Tym razem śledzimy losy Ivy Spencer, która próbuje zostawić za sobą trudną przeszłość i zacząć od nowa na ranczu Srebrzyste Sosny. Wśród zapachu drewna, kurzu unoszącego się nad wybiegami i rytmicznego stukotu kopyt odnajduje coś na kształt spokoju. Praca z końmi daje jej poczucie kontroli i sensu, którego wcześniej tak bardzo jej brakowało. Na jej drodze pojawia się Wade Ashby, mężczyzna zamknięty w sobie, który nosi na swoich barkach odpowiedzialność za rodzinne dziedzictwo. Emocje w tej książce to jakiś inny poziom. Relacja Ivy i Wade’a rozwija się powoli, momentami wręcz nieśmiało, dzięki czemu wydaje się bardzo prawdziwa. Oboje niosą w sobie przeszłość, która wciąż daje o sobie znać, dlatego ich uczucie bardziej przypomina proces niż nagłe olśnienie. Nie da się też nie wspomnieć o samym klimacie rancza, który uwielbiam. Konie, treningi i codzienność wypełniona pracą tworzą tło, które nadaje wszystkiemu autentyczności i spokoju. Właśnie ten świat sprawia, że książkę czyta się z przyjemnością. Nie jest to opowieść, która uderza z ogromną siłą ani taka, która zostawia po sobie emocjonalny chaos. Ma w sobie coś bardziej stonowanego, spokojniejszego, co dla jednych będzie jej największą zaletą, a dla innych może okazać się lekkim niedosytem. Dla mnie była to jednak bardzo przyjemna lektura, taka, która idealnie sprawdza się na umilenie wieczoru.
Recenzja: doubletroubleromance , Nowacka,Jarosz Sylwia,Daria
To, że uwielbiam skrzywdzone bohaterki, już wiecie i tutaj dostajemy dokładnie to… i to w naprawdę mocnym wydaniu. Ivy niesie ze sobą ciężar emocjonalnej przemocy, tej cichej, podłej. I może właśnie dlatego tak bardzo mnie poruszyła. Spędziłam z tą książką naprawdę świetny czas. Może nie porwała mnie aż tak jak Elsie Silver ale… totalnie kupiłam tę historię. No i TEN kowboj 😮🔥 Początkowo gburek, zamknięty w sobie, a potem… ta jego przemiana! Te uśmiechy (tak, ma dołeczki 🤭🥵), to jak powoli pokazuje Ivy, że zasługuje na coś więcej niż absolutne minimum. Że może być ważna. Że ktoś może się o nią troszczyć. I robi to delikatnie, cierpliwie, pięknie. A sceny między nimi? Powiem tylko tyle, że telefon prawie mi zapłonął 😂🌶 Są naprawdę dobrze napisane … naprawdę dobrze 🤭🔥 Jedyne, czego mi zabrakło, to trochę więcej rozwinięcia niektórych wątków momentami miałam wrażenie, że coś ucieka za szybko, że chciałabym jeszcze chwilkę tam zostać 😁 Jestem totalnie zauroczona tą historią 🤠🔥 Bo w gruncie rzeczy to historia nie tylko o koniach i marzeniach, ale o czymś znacznie trudniejszym 🤭 Czy da się wytrenować uczucia ? 💜✨
Recenzja: NieSprzatamCzytam, Kubacka Magdalena
„Trening uczuć” Paisley Hope to drugi tom serii o ranczu Srebrzyste Sosny, ale od razu uspokoję tych, którzy tak jak ja nie czytali pierwszej części. Spokojnie można wejść w tę historię bez znajomości poprzedniego tomu i nie miałam wrażenia, że coś mi umyka. Poznajemy Ivy Spencer, która po trudnej przeszłości próbuje zacząć od nowa i trafia na ranczo, gdzie pracuje jako trenerka koni. Tam spotyka Wade’a Ashby’ego, właściciela rancza, który zmaga się z własnymi problemami i próbuje utrzymać rodzinne dziedzictwo. Między bohaterami od początku czuć napięcie, bo to klasyczny motyw grumpy and sunshine. On jest zamknięty w sobie, poważny i raczej mało wylewny, ona z kolei jest pełna charakteru i nie daje sobie wejść na głowę. Ich relacja zaczyna się od wzajemnej irytacji, ale im więcej czasu spędzają razem, tym bardziej widać, że pod tym wszystkim kryje się coś więcej. Do tego mamy klimat rancza, konie i bohaterów, którzy próbują poukładać swoje życie na nowo. To była dla mnie naprawdę przyjemna lektura, taka idealna na wieczór, kiedy chce się po prostu odpocząć z książką. Czytało mi się ją szybko i dobrze się przy niej bawiłam. Jednocześnie muszę przyznać, że to raczej historia z kategorii fajna, ale bez wielkiego efektu wow. Miło spędziłam z nią czas, ale nie była to książka, która wywołała u mnie ogromne emocje czy zostanie ze mną na długo. Jeśli lubicie motyw grumpy and sunshine, ranczerski klimat i romanse, w których bohaterowie powoli się do siebie przekonują, to myślę, że możecie dobrze się przy niej bawić.
Recenzja: czytam.troche.ksiazek, Bencal Agnieszka
Wracamy na ranczo Srebrzyste sosny 🌲 W tej części o wiele bardziej czuć klimat kowbojski 🤠 Zrzędliwy, ponury kowboj - Wade i lekko szalona, promienna trenerka koni - Ivy 💜 tworzą duet gdzie chemia i iskry są wyczuwalne już od pierwszego ich spotkania 💜 Ivy próbuje zostawić za sobą przeszłość zaczynając wymarzoną pracę w nowym miejscu, a Wade robi wszystko, żeby ich relacja była profesjonalna. Ale pod płaszczykiem jego chłodu i dystansu, kryje się opiekuńczy i kochany mężczyzna, który po prostu potrzebował odpowiedniej osoby, żeby jego drugie „ja” wyszło na światło dzienne 💜 to jak zatroszczył się o Ivy po jej wypadku 😍 uwielbiam ich wieczory filmowe 🎬 Ich praca - treningi koni, aukcja, zawody - na duży plus dla całej historii 💜 Czuć też dojrzałość w ich relacji, chociaż była ona świeża i krótka to darzyli się zaufaniem i kiedy przeszłość próbowała namieszać w teraźniejszości oni stanowili wspólny front 💜 Oczywiście nie brakuje tu bohaterów, których znamy już z pierwszego tomu 🩷 wciąż są blisko siebie, wciąż sobie dogryzają i żartują ale kiedy trzeba są gotowi na wszystko 💜 Ivy zyskała wspaniałą rodzinę i przyjaciół 💜 Spicy sceny? Podobnie jak poprzednio, kartkowane i trochę tego kartkowania było… Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy Cole’a 😅😊
Recenzja: wscibskieczytanie, Klebaniuk Karolina
Jak ja tęskniłam za bohaterami tej serii. Nie mogłam się doczekać kontynuacji, więc tym bardziej się cieszę, że już teraz mogłam poznać dalszy ciąg historii, który skupia się na kolejnych bohaterach. Tym razem pod lupę zostaje wzięte życie naszej młodej Ivy, która pojawiła się już w poprzedniej części i została nową pracownicą na ranczu Srebrzyste Sosny. Drugą ważną postacią jest Wade, typowy gbur, który od samego początku nie darzy sympatią swojej nowej pracownicy. Trzeba jednak przyznać, że ceni jej umiejętności i wiedzę. Już od pierwszych stron zapowiada to naprawdę dobrą zabawę. Pomimo sprzeczek i wzajemnej niechęci bohaterowie muszą ze sobą współpracować. Ivy marzy o nowym starcie i trenowaniu koni, natomiast Wade chce przygotować najlepszego konia do najważniejszego wyścigu Kentucky Derby. Mimo chłodnego nastawienia od samego początku czuć między nimi iskry i chemię, która pojawia się za każdym razem, gdy znajdują się blisko siebie. Pierwszą część bardzo polubiłam, ale tę uwielbiam jeszcze bardziej. Ivy ogromnie przypadła mi do gustu. Jej zadziorny charakter i to, jak potrafiła denerwować Wade’a samą swoją obecnością, było świetne. Była pewna siebie, znała swoją wartość i nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Do tego była pełna energii, a takie bohaterki bardzo lubię. Bardzo podobała mi się też ich relacja i sposób, w jaki się rozwijała. Na początku było wybuchowo i pełno między nimi iskrzyło, ale kiedy emocje zaczęły brać górę, dostaliśmy sporo romantycznych scen. Przyznam, że naprawdę mi się podobały, choć nie ukrywam, że były momentami dość odważne. Dużym plusem jest też to, że w tej części wreszcie dostajemy więcej kowbojskiego klimatu. W pierwszej części było go zdecydowanie za mało. Tutaj spora część fabuły skupia się na przygotowaniach do wyścigu, co było dla mnie naprawdę ciekawe. Pojawiają się również wątki z trudnej przeszłości bohaterów oraz motyw nieplanowanej ciąży. Nie będę ukrywać, że nie jest to mój ulubiony wątek, ale nie wpłynęło to negatywnie na mój odbiór całej historii. Ta część podobała mi się nawet trochę bardziej niż poprzednia. Być może dlatego, że wreszcie poczułam więcej tego kowbojskiego klimatu. Urzekli mnie też charakterystyczni bohaterowie, którzy podczas swoich interakcji wywoływali naprawdę sporo emocji. Bawiłam się przy tej historii świetnie i z przyjemnością ją polecam.
Recenzja: Lasbookowy, Buchwald Aleksandra
Kowbojskie książki należą do moich ulubionych, ponieważ ich miejsce akcji jest dla mnie niezwykle komfortowe. Uwielbiam małomiasteczkowy klimat, a historie o ranczach i życiu na wsi zawsze mają w sobie coś wyjątkowego. To właśnie takie miejsce wyobrażam sobie jako swoje docelowe w życiu. Wiedziałam więc, że ta seria może zrobić na mnie ogromne wrażenie, dlatego sięgnęłam po tę książkę z dużymi oczekiwaniami. Przeszłość Ivy nie należała do najłatwiejszych, jednak dziewczyna zostawiła ją już za sobą. Praca na ranczu Srebrzyste Sosny ma być dla niej nowym początkiem i spełnieniem marzeń o trenowaniu rasowych koni. Jej metody treningowe okazują się niezwykle skuteczne, co dostrzega nawet jej szef Wade. Problem polega na tym, że jest on najbardziej zrzędliwym człowiekiem, jakiego można spotkać. Wade wciąż nosi w sercu ból po stracie ojca i zrobi wszystko, aby kontynuować jego dziedzictwo. Jego największym marzeniem jest przygotowanie konia do startu w Kentucky Derby. Do tego potrzebuje jednak najlepszej trenerki, a Ivy, choć go irytuje, okazuje się dokładnie taką osobą. Najlepiej byłoby, gdyby trzymali się od siebie z daleka, lecz współpraca szybko pokazuje, że nie będzie to takie proste. Od początku przeczuwałam, że ta para skradnie moje serce i dokładnie tak się stało. Ivy ma w sobie niezwykłą energię i pewność siebie, które natychmiast mnie do niej przekonały. To bohaterka, która zna swoją wartość i nie pozwala sobie wejść na głowę. Jej przeszłość jest jednak naznaczona bólem i trudnymi doświadczeniami. Mimo to potrafiła odnaleźć siebie na nowo i stała się jeszcze silniejsza. Wade jest typowym zrzędą i człowiekiem, który bardzo ostrożnie obdarza innych zaufaniem. To jeden z tych bohaterów, u których na sympatię trzeba sobie zapracować. Ivy jednak imponuje mu na każdym kroku i z czasem coraz trudniej jest mu ignorować uczucia, które zaczynają się w nim pojawiać. Ich relacja od samego początku jest burzliwa. Na rozwój uczuć trzeba chwilę poczekać, jednak kiedy między bohaterami w końcu dochodzi do zbliżenia, robi się naprawdę gorąco. Sceny romantyczne są napisane w bardzo odważny sposób. Dla mnie były komfortowe w odbiorze, choć podejrzewam, że nie każdy czytelnik będzie ich fanem, ponieważ momentami mają dość specyficzny charakter. Fabuła książki w dużej mierze skupia się na przygotowaniach do Kentucky Derby, ale nie brakuje również wątków obyczajowych. Przeszłość bohaterów co jakiś czas daje o sobie znać i zmusza ich do zmierzenia się z dawnymi ranami. Akcja jest dynamiczna i cały czas coś się dzieje, dzięki czemu podczas czytania nie ma miejsca na nudę. Dużą rolę odgrywają tutaj również wyraziste charaktery głównych bohaterów. W książce pojawia się także wątek niespodziewanej ciąży, jednak został on wpleciony w historię w bardzo naturalny sposób i nie sprawiał wrażenia dodanego na siłę. Bawiłam się świetnie podczas lektury kolejnego tomu serii o ranczu Srebrzyste Sosny. Z niecierpliwością czekam na następne części, bo z ogromną przyjemnością ponownie wrócę do tego ranczerskiego klimatu. Gorąco polecam tę historię wszystkim fanom romantycznych opowieści z małomiasteczkową atmosferą.
Recenzja: W biblioteczce Renaty, Kozłowska Renata
Historie o kowbojach, ranczerach i koniach...jesteście na tak? Ja lubię takie klimaty, dlatego w tę serię zagłębiłam się z ciekawością. "Trening uczuć" to drugi tom cyklu Ranczo Srebrzyste Sosny Paisley Hope i tym razem mamy okazję bliżej poznać Wade'a, który jest zamkniętym w sobie, gburowatym ranczerem. Jest to historia, w której nie ma nudy, bo akcja wartko się toczy. Mnie szczególnie zaciekawiły te fragmenty dotyczące trenowania koni oraz gonitw. Wade to mężczyzna zraniony, który nie ufa ludziom ale Ivy Spencer, nowa trenerka koni, powoli niszczy jego zapory lodowe otaczające serce. Tylko, że jest jego pracownicą a on nie chce przekraczać granic. Jednak czy uczucia da się kontrolować? A co z poż@daniem, które wręcz wybuch między nimi? No nie będzie łatwo je ujarzmić. A może wcale nie trzeba, może warto mu się poddać? No powiem Wam, że czytając, czułam wręcz ten ogień między nimi. A te gorące sceny...o rany...tu dopiero był ogień. Więc ostrzegam, jest ich tu naprawdę dużo i są bardzo, bardzo hot. A wiem, że nie każdy lubi, aż tyle se@su. Zdecydowanie jest to książka dla czytelników 18+. Jednakże znajdziemy tu też trudniejsze, bardziej poruszające momenty. Zarówno z przeszłości Wade'a, jak i Ivy. Szczególnie te dotyczące jej relacji z matką, jak i byłym partnerem. Tak na marginesie, to niezły był z niego drań i zakłamana świnia. Ale nic więcej nie zdradzę, reszty dowiecie się z książki. To taka historia, która Was i rozbawi i rozgrzeje. Taka, z którą miło spędzicie czas. Teraz czekam na kolejną część a Was zapraszam do lektury.
Recenzja: Gulcia, Nazmiyeva Gulmira
Drugi tom serii „Ranczo Srebrzyste Sosny” i powiem jedno, ja kowbojom zawsze mówię tak. Po pierwszym tomie nie mogłam się doczekać bliższego poznania Wade’a, ranczerskiego gbura, i zdecydowanie się na nie zawiodłam. To urocza, ciepła historia, która od pierwszych stron przeniosła mnie na ranczo pełne rodzinnej atmosfery. Nie brakuje tu jednak trudniejszych momentów, zwłaszcza związanych z przeszłością Ivy, dzięki czemu to coś więcej niż zwykły, lekki romans na jedno popołudnie. Wade to zamknięty w sobie i powściągliwy mężczyzna, który stawia obowiązki ponad wszystko i trzyma ludzi na dystans. Po stracie ojca i rozwodzie wyraźnie nie jest gotowy nikogo do siebie dopuścić. Zraniony przeszłością, bardzo ostrożnie podchodzi do zaufania i nowych relacji. Ivy Spencer, nowa trenerka koni. Silna, odważna i zadziorna, choć pod tą pewnością siebie kryją się bolesne doświadczenia i trudna relacja z matką. Jej historia jest realistyczna i wiarygodna, dzięki czemu naprawdę czułam jej emocje. To bohaterka, która sama walczy o siebie i swoje marzenia. Relacja tej dwójki rozwija się stopniowo, od nieufności i budowania przyjaźni aż po moment, gdy uczucia zaczynają brać górę. Obserwowanie, jak z relacji szef i pracownica rodzi się coś głębszego, było naprawdę satysfakcjonujące. Chemia między nimi rośnie z każdą stroną, a gdy dochodzi do zbliżenia, robi się gorąco, ale wciąż z mocnym emocjonalnym fundamentem. Książka pokazuje, że przeszłość nie musi definiować naszej przyszłości, jeśli odważymy się zawalczyć o nowy początek. Uczy również, że zaufanie bywa trudniejsze niż jakikolwiek trening, ale bez niego nie ma ani prawdziwego zwycięstwa, ani miłości. Klimat rancza, wyraziści bohaterowie i relacja oparta na stopniowym budowaniu zaufania sprawiły, że z przyjemnością wróciłam do tej serii i z ciekawością czekam na kolejny tom.
Recenzja: thou.sandlives, Panek Milena
Tyle się mówi o „klątwie drugich tomów”, a ja po raz kolejny trafiłam na serię, w której ta druga część podobała mi się duuużo bardziej. Pierwszy tom tej serii wypadł raczej średnio, ale „Trening uczuć” totalnie mnie w sobie rozkochał - nie spodziewałam się historii, która aż tak bardzo poruszy moje serce i sprawi, że nie raz (i nawet nie dwa) zaszklą mi się oczy. „Właściwy kierunek to ten przed nami, nie za nami.” A naszym kierunkiem znów jest Ranczo Srebrzyste Sosny, na które tym razem zaprasza nas Wade Ashby - nieco zrzędliwy i równie uparty kowboj, który postawił sobie za cel kontynuowanie dziedzictwa zmarłego ojca i robi wszystko, by jego koń wystartował w zawodach Kentucky Derby. Z dużą szansą na wygraną. Dlatego potrzebuje dobrej trenerki koni. I chociaż Ivy Spencer nie robi na nim dobrego pierwszego wrażenia, to nie da się ukryć, że jej profesjonalizm, doświadczenie i idealne referencje są właśnie tym, czego szuka. Zatrudnia ją, choć przeczuwa, że wraz z nią pojawią się kłopoty… Jakie? Ano takie, że w jej obecności jego serce zaczyna nagle szybciej bić. Takie, że Ivy jest od niego dużo młodsza i Wade nie chce wchodzić w jej życie ze swoim ogromnym bagażem doświadczeń. Takie, że dziewczyna jest na Ranczu tylko tymczasowo, a on… ma już dość zaczynania relacji, które zawsze się kończą. Ale mężczyzna jeszcze nie wie, że ona również ucieka od przeszłości, która próbuje ją dogonić. Ani tego, że Ivy nie traktuje Rancza jedynie jako miejsca swojej pracy. A już na pewno nie tego, że kiedy w grę zaczynają wchodzić prawdziwe uczucia, nie tak łatwo je w sobie zdusić… „[…] na wszystko można patrzeć na dwa sposoby, z obawą albo z nadzieją.” Historia tej dwójki to połączenie pięknych i poruszających słów, zabawnych momentów, uroczych odzywek i takiego ognia, jakiego nie było w pierwszym tomie. I ok, „Serce na wodzy” było spicy, ale tutaj poziom zdecydowanie przekroczył tamtą skalę. Od samego początku było czuć ogromne napięcie pomiędzy bohaterami i nawet, gdy już w pewnym momencie znalazło swoje ujście, to… ani trochę się nie zmniejszyło, uwierzcie mi - świadczy o tym chociażby bonusowy rozdział. Ale żeby nie było, „Trening uczuć” to nie tylko spicy sceny. To opowieść o miłości, która pojawia się w najmniej spodziewanym momencie. To odkrywanie na nowo siebie i swoich potrzeb, obok kogoś, kto potrafi dojrzeć w nas coś więcej. To odważne mierzenie się ze swoją trudną przeszłością i postawienie wszystkiego na lepszą przyszłość. Bo czasem warto zaryzykować. Bo czasem… „[…] nie ma na świecie nikogo innego, z kim wolałbym ruszyć przed siebie, zostawiając cały świat za sobą.” Ten tom w porównaniu do pierwszego wyszedł dużo bardziej emocjonalnie, a odpowiadają za to głównie motywy i tematy, jakie podejmuje w tej książce autorka - wychodzenie z t0ksycznej relacji, wsparcie dla uzależnionego rodzica, mierzenie się z żał0bą i… coś jeszcze, co dla mnie okazało się ogromnym zaskoczeniem i sprawiło, że kilka ostatnich rozdziałów praktycznie przepłakałam. Bohaterowie bezpowrotnie skradli moje serce, zarówno podejściem do swojej relacji, jak i zaangażowaniem i pasją do trenowania koni - ten motyw również został świetnie przedstawiony i czuć tutaj ranczerski i swojski klimat. Można byłoby pomyśleć, że na rynku wydawniczym jest już tak dużo romansów kowbojskich, że ten temat został wyczerpany i nie da się napisać nic nowego, ale „Trening uczuć” udowadnia, że tak nie jest i wciąż warto sięgać po te historie. Ja niezmiennie je kocham i na pewno jeszcze nie raz pojawi się tu kowbojska polecajka. A Wade Ashby… zajmuje dość wysokie miejsce w rankingu moich ulubionych kowbojów.
Recenzja: basik_czyta , Koleczko Barbara
„Trening uczuć” autorstwa Paisley Hope to opowieść o drugiej szansie, zaufaniu i miłości, która rodzi się tam, gdzie początkowo jest tylko irytacja i walka charakterów. Są takie romanse, w których emocje galopują szybciej niż konie… i właśnie taka jest ta historia 🐎✨ 💜 Ivy Spencer przyjeżdża na ranczo Srebrzyste Sosny, by zostawić za sobą bolesną przeszłość i skupić się na tym, co kocha najbardziej - trenowaniu rasowych koni. Jest ambitna, niezależna i nie pozwala sobą rządzić. Wade Ashby żyje jednym celem: przygotować konia do startu w Kentucky Derby i spełnić marzenie zmarłego ojca. Jest wymagający, uparty i emocjonalnie zamknięty. Ich współpraca od początku to czysta burza - spięcia, napięcie i iskry przy każdym spotkaniu. Ale im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej ignorować to, co naprawdę zaczyna się między nimi dziać… „Trening uczuć” to romantyczna historia w kowbojskim klimacie, z wyraźnym motywem enemies to lovers. Chemia między bohaterami jest świetnie wyczuwalna, a tło wyścigów konnych dodaje dynamiki i oryginalności. Najbardziej podobał mi się motyw „treningu” - nie tylko koni, ale przede wszystkim serca. Bo największym wyzwaniem okazuje się nauczyć ufać drugiej osobie. 🤎 Idealna książka na wieczór, kiedy macie ochotę na emocje, napięcie i miłość, która wymaga odwagi.
Recenzja: po_drugiej_stronie_ksiazki, Chorążak Kamila
Ivy ma za sobą ciężkie przeżycia, dlatego bardzo cieszy ją myśl o nowej pracy na ranczu Srebrzyste sosny. Trenowanie rasowych koni to dla niej spełnienie marzeń, teraz tylko musi pokazać swojemu szefowi, że jest w tym tak dobra jak mowi. Wade to ciężki przypadek, oschły, zrzędliwy i gburowaty. Głęboko w sercu wciąż nosi ból po stracie ojca. Chcąc kontynuować jego dziedzictwo i przygotować konia do startu w derbach musi zaufać nowej trenerce. Choć Ivy mocno go irytuje swoim pogodnym nastawieniem, równie mocno go do siebie przyciąga. A tam gdzie emocjonalnie dzieje się od samego początku w końcu może dojść do eksplozji... ___ Drugi tom z serii "Ranczo Srebrzyste Sosny" to romans idealny dla każdej fanki tego gatunku. Niezbyt miły, ponury, lecz bardzo przystojny kowboj i piękna, mocno zraniona trenerka koni to duet, który przyciąga, ponieważ ich relacja iskrzy praktycznie od samego początku. Później dzieje się jeszcze więcej, nie tylko za sprawą gorących scen, ale też z powodu powrotu jej byłego, który znęcał się nad nią psychicznie. Podsumowując książka należy do tych lekkich i przyjemnych, które szybko się czytają i fajnie słuchają w audio. Relacja bohaterów jest momentami bardzo pikantna, ale napisana przez autorkę dosyć ciekawie, więc to też do przełknięcia. Ponownie jestem zauroczona rodzinnymi relacjami tej rodziny i z niecierpliwością czekam na historię najstarszego z rodzeństwa Ashby :)
Recenzja: Zaczytana.mejdzi, Kierońska Magda
K Ł O P O C I E Ivy Spencer ma za sobą przeszłość pełną koszmarów, teraz emanuje kobiecą siłą. Praca na ranczu Srebrzyste Sosny to dla niej nowy początek i spełnienie marzenia o trenowaniu rasowych koni - przyszłych zwycięzców prestiżowych gonitw stanu Kentucky. Jej metody chociaż różnią się od wizji jej szefa, potrafi je docenić. Wade Ashby wciąż nosi ból w sercu po stracie ojca i za wszelką cenę chce kontynuować jego dziedzictwo. Żeby przygotować konia do startu w zawodach, potrzebuje najlepszej trenerki. Problem w tym, że Ivy go irytuje. Byłoby lepiej gdyby trzymali się na dystans, ale to niemożliwe. Między nimi aż iskrzy, ale zanim pozwolą sobie na uczucie, będą musieli zdobyć nawzajem swoje zaufanie, czy im się uda? Ivy nie miała łatwego życia, najpierw przejęcie roli rodzica, potem dupkowaty facet, który swoją drogą powinien trafić do wora - a mimo to, dziewczyna walczy o swoją lepszą przyszłość. Podobała mi się jej determinacja. Kobieta potrafiła zdobyć sympatię nie tylko ludzi, ale też koni. Wade z kolei na zewnątrz to typowy gbur, który zyskuje przy bliższym spotkaniu. Ten facet to totalnie zielona flaga, uwielbiam jego podejście do Ivy, ale tak samo, jak do różnych tematów. Zero potknięć. Dodatkowo Wade jest naprawdę hot 🥵 Chociaż początkowo starali trzymać się na dystans, ich wspólne przyciąganie było silniejsze. Wade okazał się facetem, który dał Ivy wszystko to, czego nie dostała w przeszłości. Chociaż miała momenty zawahania, szybko negowała swoje negatywne myśli. Podobało mi się, jak mężczyzna cenił swoją prywatność. Pierwszy tom mi się podobał, ale ten? Jestem totalnie zakochana. Klimat rancza, rodzina Ashby, wszyscy znajomi tworzą rodzinne ciepło. Uwielbiam wszystkich bohaterów, nawet tych pobocznych, bo każdy wnosi coś do historii swoim charakterem. Powiem tak: kowboje, kapelusze, obcisłe dżinsy i cóż, jestem kupiona 🫠 PS uwierzcie, potrzebujecie poznać Wade’a 🥵 PS Brad szkoda, że nie spotkałeś się jeszcze raz z naszym kowbojem
Recenzja: hidrancebookland, Jarczewska Małgorzata
„Właściwy kierunek to ten przed nami, nie za nami” Ivy - promienna trenerka koni oraz Wade - zrzędliwy właściciel rancza. Ivy zaimponowała wszystkim podczas rozmowy kwalifikacyjnej i zaczyna pracę jako trenerka na ranczu Wade’a. Przez długi czas obydwoje testują swoje granice, by w końcu im ulec. Ivy jest gadatliwa i emanuje siłą, a przez wydarzenia z ex obiecała sobie, że już nikt więcej nie będzie pogrywał z nią i jej uczuciami. Wade nie ma cierpliwości i jest trochę cyniczny, a ranczo to jego dziedzictwo, które chce kontynuować po śmierci ojca. Wade przez większość czasu był mrukliwy, ale nie można odebrać mu braku czułości. I chociaż działał na autopilocie, uwielbiam, jak gotował i zaopiekował się Ivy, gdy ta doznała małego wypadku. To wreszcie o nią ktoś się troszczył. A to jak Wade suszył jej włosy? No przekochane. W międzyczasie Ivy starała się uchwycić te część osobowości Wade’a, która zniknęła przez obowiązki i ciężar pracy nad ranczem. Uwielbiam, jak zwracała uwagę na jego uśmiechy i dołeczki. Bardzo mi się podoba szacunek Wade’a do kobiet i to w każdej swerze - codziennej, zawodowej, czy intymnej. Uwielbiam facetów, którzy pragną kontroli, ale jeszcze bardziej jak ją tracą przy takiej kobiecie, jak Ivy. Oh i jestem fanką jego mrocznej strony. Jeśli chodzi o ex naszych bohaterów, to obydwoje nadają się do kosza. W szczególności Brad - bo dlaczego takie śmiecie żyją na tym świecie? Ivy jedyne co czuła, to to, że nie jest warta miłości, a za to, co jej zrobił, sama bym go walnęła, tak, jak Wade. Janelle nie była lepsza ze swoimi wymaganiami i zdradami, przez co nasz ranczer miał problemy z zaufaniem i przestał myśleć o sobie i swoich marzeniach. Cieszę się, że Wade i Ivy mocno się wspierali i wynieśli lekcje ze swoich poprzednich związków. Klimat rancza jest obłędny, a licytacje koni, czy treningi z anielicą tylko to dopełniały. Uwielbiam tryb i pracę Ivy i Wade i to jak się synchronizowali na każdym kroku. Wade i Ivy stworzyli prawdziwą więź, a ona dodatkowo zyskała rodzinę i przyjaciół. Bo tak to wygląda, kiedy należysz do rodu Ashby.
Recenzja: TikTok , Twarogowska Martyna
Książka mimo swojej objętości jest bardzo przyjemna do czytania. Jednak zauważyłam jeden problem, który wystąpił także podczas czytania pierwszej część serii „ranczo srebrzyste sosny”. Pierwsze około 100 stron książki w ogóle mnie nie porwało. Przebrnięcie przez początek księżki było dla mnie po prostu nużące, ale nie ma to nic związanego ze sposobem pisania autorki. Wydaje mi się, że te początki relacji między bohaterami w serii są na siłę stylizowane na trudniejsze niż mogłyby być. Tak jak mówię, pierwsze 80 stron opierało się na tym, że Wade i Ivy odgrywali jakąś psychologiczną grę między sobą pod tytułem „kto pierwszy się ugnie”. Kiedy nastąpił już ten moment przełamania ich relacji i wykonania tego jednego pierwszego kroku książka automatycznie staje się ciekawsza do czytania. Pamiętam, że tak samo miałam z poprzednim tomem. Co do samych bohaterów to musze z dłonią na sercu przyznać, że Wade dosłownie skradł moje serce. Ostatnimi czasy w ogóle mam słabość do ranczerów i kowboi, ale Wade Ashby zyskał w moim książkowym serduszku specjalne miejsce. On jest idealnym połączeniem silnego mężczyzny, który został po prostu skrzywdzony przez los z taką miękką papką, jeśli chodzi o relację z Ivy. To jest ten rodzaj bohatera, który jest grupmy ale wszystkich, ale sunshine dla tej jednej osoby. I dokładnie możemy zaobserwować jego przemianę podczas, kiedy rozwijała się jego relacja z Ivy. Na początku książki pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy jest dosłownie książkowym przykładem zranionego człowieka, ale z czasem gdy młoda trenerka koni zaczyna wkraczać do jego życia możemy w rozdziałach z jego perspektywy zaobserwować jak zmienia się jego postrzeganie świata. Nie jest ono już tylko czarno-białe, ale razem z kolorowymi frotkami i życie nabiera koloru. Wade odnalazł w Ivy swoją bratnią duszę, która uleczyła jego serce i pokazała mu jak pokochać świat na nowo. Szczególnie polubiłam go już w końcowej części książki, kiedy dowiedział się o „fasolce”. To było niesamowicie urocze i zupełnie niepasujące do wizerunku ostrego ranczera i właśnie dlatego było tak rozbrajające. Jeśli chodzi o Ivy Spencer to z trudem przyznaję, że mimo że ją polubiłam to nie skradła ona mojego serca. Nie zapadła mi w pamięci na tyle, że kiedy spojrzę na moją półkę z książkami to nie pomyślę sobie „o pamiętam kiedy…”. Oczywiście obsesja Ivy na punkcie frotek do włosów była rozbrajająca, ale to jest jedna z niewielu rzeczy, która wyróżnia ją na tyle innych bohaterek. Mimo to muszę wspomnieć, że znajduję z nią nić porozumienia, ponieważ wydaję mi się, że jesteśmy dosyć podobne. Tak samo jak ona kocham filmy akcji i lody. To na pewno jest jej cecha unikalna na tle innych, bo powiedzcie, która bohaterka książek kochała filmy akcji? One wszystkie zazwyczaj są fanatyczkami ckliwych romansów i Ivy też taka jest, ale troszkę inaczej. Już na początku książki dostajemy opis tego jak w samochodzie słucha audiobooka książki erotycznej i to jest po prostu iconic. Ivy Spencer też jest książkarą. Zwracając uwagę na całokształt książki to nie da się po prosty nie zauważyć ilości scen zbliżenia między bohaterami i to dosłownie w powalającej liczbie. Oczywiście, książka jest oznaczona jako „śpiący”, ale mówiąc szczerze, mimo że pierwsza część też taka była to nie pamiętam, aby miała ona aż tyle intymnych scen. I musze przyznać, że z czasem stało się to wręcz męczące podczas czytania, bo spodziewałam się że w kolejnym rozdziale znowu będzie kolejna taka sama scena, w której Wade mówi, że nie może się opanować, a Ivy mu ulega. I oczywiście nie ma w tym nic złego, ale w tej książce tych scen było aż w nadmiarze i był ich aż przesyt. Kolejnym aspektem, który był interesujący jest była relacja Ivy i jej skutki, które odcisnęły się na psychice bohaterki. Zdecydowanie uwielbiam te rozdziały, w których Wade i Brad ścierali się ze sobą, a z naszego ukochanego ranczera wychodziła dosłownie bestia, bo chciał chronić swoją Ivy. Mimo, że były takie momenty dwa, albo trzy to można w nich było zobaczyć również to, że Wade dawał naszej bohaterce miejsce na samodzielne uporanie się z demonami przeszłości co było niesamowicie rozczulające, bo bądźmy szczerzy, ale on mógł wgnieść Brada w ziemię za samo spojrzenie w stronę Ivy. Na zakończenie zostawiam takie ogólne odczucia książki, bo była ona zdecydowanie dobra i muszę przyznać, że świetnie bawiłam się czytając ją, bo przekomarzanki naszych głównych bohaterów, pojawianie się ich rodziny, która jest zdecydowanie rozbrajająca i całkiem prześmiewcze rozmowy Wade’a z Nashem o relacji z „pracownicą” były po prostu rozwalające. Oczywiście jako wisienka na torcie pojawiła się Ginger i jej dziwna relacja z Cole’em, która wydaje mi się mieć potencjał na własną książkę to jest najlepsza komedia jaką czytałam. Z całego serca polecam przeczytać każdemu.
Recenzja: Brunetkaodksiazekisztuki, Bryła Martyna
Naprawdę podobała mi się ta książka i dobrze mi się ją czytało. Nie miałam momentu gdzie dłużyła mi się albo po prostu nudziła, a jak już wpadłam w rytm czytanie to nie mogłam odłożyć jej. Zdecydowanie lepiej wypada niż pierwszy tom, który też nie był zły. Ivy nie miała w życiu lekko - śmierć taty ukochanego, mama która podupadła na zdrowiu, a później toksyczny partner i pracodawca. Aż w końcu kobieta trafiła na ranczo Srebrzysty Sosny. Ciężko pracowała aby znaleźć się w tym miejscu w którym jest. Polubiłam Ivy za to, że była na tyle silna by odciąć się od tego toksycznego człowieka. I mimo tego ile przeszła dalej była w niej radość i miłość. Wade to klasyczne zrzędliwy gbur. Dalej przeżywa śmierci ojca i żeby kontynuować dziedzictwo pragnie startować w derbach. Mimo że z początku naprawdę wydawał się mrukiem tak strona ze stroną i zaczął odkrywać swoje karty. Okazało się, że wcale nie jest takim gburem za jakiego można go mieć. Potrafi być opiekuńczy, kochać i angażować się czy zaskarbił sobie moją sympatię. Początki tej dwójki nie były łatwe ona zbyt głośna, a on zbyt mrukliwy. Ale w którymś momencie zaczęli się docierać, a to co działo się między nimi było gorące. Chemię było czuć tu na kilometr. Ten romans był po prostu płomienny i dobrze, że przy nim całe ranczo nie spłonęło. A do tego wszystkiego między nimi dochodzi do słownych przepychanek które tylko to wszystko podsycają. Podobało mi się, że ta relacja cały czas ewoluuje. Historia nie jest oparta na samych spice scenach ale jak już się pojawiają to jest naprawdę gorąco. Poczułam też czytając klimat ranczo, że prawie mogłam je sobie wyobrazić. Nie mogę też nie wspomnieć o rodzinie Ashby, która dodatkowo robi robotę. I nie mogę się doczekać kolejnego tomu!
Recenzja: zapiski_mola , Hućko Nikola
"Trening uczuć" Ranczo Srebrzyste Sosny tom 2 - Paisley Hope 4,5/5 ⭐ "Po pierwsze: jestem szaleńczo zakochany w Ivy. I nie tylko ją kocham, ale potrzebuję jej, jak księżyc potrzebuje słońca, by każdej nocy lśnić nad horyzontem. Po drugie: nie istnieję już bez niej… choć ona jeszcze o tym nie wie." On jest gburowatym ranczerem i jej szefem.. A ona kłopotem, który rozrzuca swoje frotki po całym ranczu.. ..które on oczywiście zbiera. Ivy i Wade 🤍 Po pierwszym tomie, który absolutnie mnie zachwycił, czekałam na historię Wade'a i Ivy jak na zbawienie.. Nie spodziewałam się jednak, że powrót do Srebrzystych Sosen będzie dla mnie tak naturalny i komfortowy, jakbym nigdy z tego rancza nie wyjechała.. A na ranczu Wade, czyli brat CeCe, zatrudnia Ivy Spencer - nową trenerkę koni, która ma wyjątkowo wkurzający charakterek.. przynajmniej na początku 😈 W ogóle dobrali się idealnie, bo ona jest chodzącym uśmiechem, słuchającym pikantnych romansów na cały regulator.. A on nigdy się nie uśmiecha, ma wiecznie skwaszoną minę i generalnie jest surowy jak cebula. Grumpy x sunshine, lubimy, co? Ja uwielbiam! I w ogóle uwielbiam zarówno Ivy, jak i Wade'a! Ich, jak i ich relację, która zaczyna się od tego, że dziewczyna go wkurza, przechodzi w oglądanie filmów akcji i jedzenie lodów po nocach, przyjaźń, a kończy na miłości tak zapierającej dech w piersiach, że aż chce się poznać jakiegoś przystojnego ranczera.. I właśnie te momenty, gdy Ivy pomieszkiwała u swojego szefa, gdy skręciła kostkę.. te, gdy spędzali razem noce na kanapie, gdy pożądanie buzowało między nimi tak, że bałam się, iż kartki zaczną mi się palić z tego żaru.. to były moje ulubione momenty 🤍 No i może te, gdy się ze sobą przekomarzali! To też było świetne! Poza tym ludzie.. ona wyjadała mu pop tartsy, a on jej za to nie udusił, z tego musiała wyjść miłość.. No.. może ją poddusił co najwyżej DD "- Potrzebujesz mężczyzny, którego ręce nie trzęsą się na sam dotyk twojego ciała. - Jego usta zatrzymują się tuż przed moimi, ożywiając każdy nerw ukryty pod moją skórą. - A jak tam twoje ręce, szefie? - Pewne jak cholera." A potem.. nastąpił mały spadek formy. Czyli spicy sceny.. Ja lubię. Ja je wręcz uwielbiam! Tylko.. miałam wrażenie, że w pewnym momencie zrobiło się ich tutaj już za dużo. Dosłownie co stronę bohaterowie rzucali się na siebie, a.. co za dużo, to nie zdrowo jednak. I owszem, chemia między nimi była wręcz namacalna, a od ich zbliżeń naprawdę robiło mi się momentami gorąco, ale w końcu zaczęłam te sceny praktycznie omijać. W ogóle się już na nich nie skupiałam, no bo ej.. Ile można czytać o tym, jak on nad nią ryczy, gdy dochodzi DD I to w sumie jedyny minus tej książki. Gdyby było tych zbliżeń ODROBINKĘ mniej, byłoby idealnie i dałabym tej historii 5/5. Pomijając to.. cholera, ja naprawdę uwielbiam to ranczo! Nie pamiętam już do końca jak było w pierwszym tomie, ale wydaje mi się, że w tej części mamy więcej rancza w ranczu. W sensie te konie się przewijają, gdy bohaterowie kupują "Skrzydlatą Anielicę", a Ivy ją trenuje i to jest też bardzo na plus. Podobały mi się te wątki z końmi, bardzo! Tak samo, jak podobało mi się, że Ivy zmagała się ze swoją przeszłością. Coś, a raczej ktoś, sprawił, że straciła pewność siebie, ale ona się nie poddała. Odzyskała swoją iskrę, która tak bardzo zaimponowała Wade'owi. I mnie.. Oczywiście nie zabrakło też moich ulubieńców z poprzedniej części, Nasha i CeCe! Dobrze wiedzieć, że wszystko u nich dobrze. Ja uwielbiam, gdy w seriach przewijają się bohaterowie z poprzednich tomów, to zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy 🤍 No i w ogóle kolacje rodzinne w dużym domu to też są jedne z moich ulubionych wątków w tej serii! To jak wszyscy razem spotykają się przy stole, gdzie Cole i Nash dokuczają Wade'owi, mama Jo jest dla wszystkich chodzącym sercem na dłoni, CeCe pozwala Mabel zaplatać swoje włosy, a Papcio rzuca takim tekstem, po którym tarzam się ze śmiechu.. I w tym wszystkim Ivy, która dzięki tej szalonej rodzinie czuje się w pełni akceptowana, czego nie miała w poprzednim związku 🤍 Jestem totalnie zakochana w Srebrzystych Sosnach. Absolutnie zakochana w Nashu i Wadzie i bezapelacyjnie weszłam w swoją erę kowbojskich romansów. A kolejny tom potrzebuję na wczoraj! No i co.. fanki kowbojów, ranczerów i małomiasteczkowych klimatów - jedźcie na ranczo Srebrzyste Sosny, czekają tam na was mężczyźni Ashby 🥵 "Jesteśmy tu i teraz, bez trosk, bez ciężaru codzienności, tylko we dwoje, a jedyne, co przychodzi mi do głowy, to to, że… Wade'owi Ashby'emu naprawdę do twarzy ze szczęściem."
Recenzja: natalia.reads_book, Chabowska Natalia
Po pierwszym tomie nie spodziewałam się cudów, ale jestem naprawdę miło zaskoczona. Fabuła jest znacznie ciekawsza i więcej się dzieje. Nadal trwają te ich wspólne, poniedziałkowe kolacje z całą rodziną. W tej części autorka mocno stawia na fabułę. Widzimy przygotowania do turniejów, oswajanie koni i aukcje. Mega mi się podobało, że Wade w końcu otworzył się przed Ivy. Ten chłopak naprawdę potrzebował kogoś, kto go wysłucha i wesprze. Ivy z kolei niby zawsze jest uśmiechnięta i radosna, ale to tylko pozory, bo pod spodem też coś ukrywa. Ta książka wypadłaby naprawdę świetnie, gdyby nie sceny łóżkowe. To, co się tam dzieje, to jakiś hit. Lubię erotyki, ale dialogi w tych momentach były tak nierealne, że aż nie wiedziałam, co robić, śmiać się czy płakać. Wątek romantyczny był super, dopóki nie doszło do zbliżeń. Te teksty były tak odklejone od rzeczywistości, że aż musiałam kartkować.
Recenzja: www.coraciemnosci.pl/, Justyna Dziura
🐴 „Trening uczuć” to historia o nowym początku, walce z przeszłością i o tym, że czasem najtrudniejszy trening nie dotyczy ciała, lecz serca. Ivy Spencer zostawia za sobą koszmary dawnych lat i podejmuje pracę na ranczu Srebrzyste Sosny. Jest silna, zdeterminowana i pewna swoich umiejętności. Trenowanie rasowych koni to jej pasja i sposób na udowodnienie, że potrafi zawalczyć o swoje marzenia. Jej talent szybko zostaje zauważony - nawet przez Wade’a Ashby’ego, właściciela rancza, który słynie z trudnego charakteru. 🐴Wade wciąż zmaga się z bólem po stracie ojca i czuje ogromną odpowiedzialność za rodzinne dziedzictwo. Jego celem jest przygotowanie konia do startu w Kentucky Derby, co ma być spełnieniem marzeń ojca. Potrzebuje najlepszej trenerki, a Ivy bez wątpienia nią jest. Problem w tym, że między nimi od początku iskrzy - nie tylko z powodu różnicy charakterów. Oboje są uparci, dumni i przyzwyczajeni do samodzielności. Wspólna praca sprawia, że muszą nauczyć się zaufania, a to dla nich największe wyzwanie. 🐴Książka łączy w sobie wątek romantyczny z klimatem rancza i wyścigów konnych, co nadaje historii dynamiki. Emocje rzeczywiście „galopują” szybciej niż konie - napięcie między bohaterami jest wyraźne i momentami bardzo intensywne. To opowieść o przełamywaniu barier, o drugiej szansie i o tym, że nie da się uciec przed uczuciem, jeśli jest prawdziwe. Historia wciąga i czyta się ją szybko, bo relacja Ivy i Wade’a rozwija się naturalnie, choć nie bez przeszkód. To idealna propozycja dla osób, które lubią romanse z silnymi bohaterami i wyraźnym, emocjonalnym napięciem.
Recenzja: zaczytana_nana_, Kowalewska Olga
To książka, którą absolutnie uwielbiam. Nie spodziewałam się, że będę się przy niej aż tak świetnie bawić, dosłownie nie mogłam się oderwać. Już w pierwszej części serii Wade przyciągnął moją uwagę, ale tutaj miałam okazję poznać go bliżej… i wow. Jest hot. Totalnie hot. I powiem tylko tyle - nie spodziewałam się po nim aż takiego ognia. 🤭 Historia płynie bardzo szybko. Nie ma nudy, nie ma zbędnych opisów, wszystko jest lekkie, dynamiczne i po prostu mega przyjemne w odbiorze. Z ogromnym zaciekawieniem śledziłam losy Ivy i Wade’a, a ich relacja naprawdę mnie pochłonęła. Dostajemy humor, cudownie przytulny klimat małego miasteczka i rancza, seksownych kowboi oraz dwoje bohaterów po przejściach. To połączenie działa znakomicie. Chemia między postaciami? Jest. Emocje? Są. Ten cozy, lekko romantyczno-kowbojski vibe? Zdecydowanie tak. Oczywiście autorka nie byłaby sobą, gdyby nie dorzuciła solidnej dawki spicy scen. I mam podobne odczucia jak przy pierwszej części - mogłoby być ich odrobinkę mniej. Fabuła spokojnie by na tym nie ucierpiała. Ale poza tym jednym, naprawdę malutkim minusikiem - książka jest bardzo dobra, wciągająca i cholernie przyjemna. Dzięki tej serii coraz bardziej wciągam się w świat kowboi… i zdecydowanie chcę więcej.
Recenzja: to.ostatnia.strona, Inglot-Siwek Izabella
Kowbojski romans, który będzie lekki i oderwie was od rzeczywistości? Oto on. Komfortowa, zabawna, urocza. No i hot, bo o tym nie można nie wspomnieć. Szczególnie kiedy mowa o Wadzie Ashbym. Taka właśnie jest książka „Trening uczuć”. Wracamy na ranczo Srebrzyste Sosny i tym razem poznajemy historię Wade’a - najstarszego z rodzeństwa. Wade ma na głowie ranczo, sprawy rodzinne i rozwód. Do tego wszystkiego musi znaleźć nowego pracownika na stanowisko trenera koni. Jako chętna zgłasza się Ivy Spencer. Jej CV jest imponujące, a ona sama wyjątkowo gadatliwa i irytująca. Dla zrzędliwego Wade’a ten promyczek słońca jest największym koszmarem. Najpiękniejszym koszmarem, jaki w życiu widział. Myślę, że jeśli lubicie „Bez serca” to ta książka również przypadnie wam do gustu. Wade ma podobny vibe do Cade’a od Elsie. Gburowaty, nie dający wchodzić sobie na głowę, na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za ranczo. Ale w środku to totalny misiu. Dla rodziny i ukochanych osób zrobi wszystko, a kiedy coś się dzieje pomoże bez zastanowienia. Do tego ma tą mroczną cząstkę siebie, którą uwielbiam. Ivy to bohaterka, która wiele przeszła, ale nie straciła optymizmu. Ciężko pracuje, ma swoje cele i marzenia. Choć nie wie co przyniesie jutro, stara się czerpać z życia ile się da. Konie są jej pasją, a praca na ranczu tym co kocha. Bardzo podobało mi się, że nie stroniła od rodziny Wade’a, że chciała się z nimi zaprzyjaźnić i choć miała zostać tylko na chwilę, chciała być częścią tej małej społeczności. Romans? Gorący. Ale taki, o którym niekoniecznie musi wiedzieć cały świat. I nie chodzi tu o żaden wstyd, ukrywanie się celowo. Ale o prywatność, której oboje tak chcieli. Ta miłość była ich. Uwielbiam również słowne potyczki głównych bohaterów. Wade’a, który chciał mieć nad wszystkim kontrolę i Ivy, która pokazywała mu, że ona nie ma zamiaru się podporządkować. Urzekła mnie rodzina. Tam każdy jest dla siebie wsparciem. Mama Jo, to kochana osoba, a Papcio nie raz mnie rozbawił. Relacja dziewczyn jest świetna, tak samo jak braci. Jedynie lekko ubolewam nad tym, że Nash w tym tomie stracił coś ze swojego charakteru i stał się misiaczkiem przytulaczkiem, wpatrzonym w CeCe jak w obrazek. Niektóre wątki mógłby być mocniej rozwinięte, szczególnie ten z mamą Ivy. I liczyłam na ciut więcej informacji o treningu koni. Żałuję również, że ktoś drugi raz nie wygarnął Bradowi, bo konkretnie się facetowi należało. Małe minusy, jednak nie przeszkadzały mi w odbiorze tej książki. Bardzo fajnie spędziłam z nią czas. Lekka historia, klimat rancza i wspaniała grupa, którą tworzy rodzina Ashby. Jeśli macie ochotę na gorących kowbojów (a raczej gorącego ranczera) to ja gorąco polecam! 💜
Recenzja: @leavelawforbooks, Petr Weronika
„Serca nie da się wytrenować”. Myślał, że skończył już z miłością. Spokojne życie na ranczu i to mniej spokojne z rodziną. To był jego świat, lecz wtedy wtargnęła do niego ona. „Mówiłam już, że jestem chodzącą katastrofą”. Czarnowłosy huragan z miłością do koni w oczach, iskrą i koszmarną przeszłością. Ona była słońcem. On burzową chmurą. Duet wybuchowy. Ta współpraca to będzie prawdziwy trening uczuć. „Niczego więcej nie potrzebuję, niczego więcej nie chcę. Wystarczą mi te proste chwile z nią”. Pióro Paisley Hope odkryłam w zeszłym roku i przepadłam bardzo szybko. Poznałam już różne oblicza tej autorki i każde uwielbiam. A to, które ukazuje w kowbojskich romansach? Chyba jest moim ulubionym. Moja słabość i najszczerszy uśmiech. Cudowny komfort, lekkość i ciepło. „Trening uczuć” Przeczytałam tę książkę już dwa razy i nadal nie mam dość. Ten tom ma w sobie niezwykłą delikatność i czułość. Małe gesty, które sprawiały, że po prostu się rozpływałam. Piękne słowa, trudne emocje, bolesne wspomnienia, ale też radość. Żar, płomień i w końcu ogień. Przyciąganie, chemia, pragnienie i moje czerwone policzki. U Paisley zawsze jest gorąco, a ja to uwielbiam! A miłość? Wyjątkowa jak głowni bohaterowie. Tak bardzo im potrzebna po wszystkim co przeszli… W tym tomie pięknie została przedstawiona nie tylko miłość romantyczna, ale też ta do rodziny i koni. Ostatnia była czymś naprawdę wyjątkowym i poruszającym. Odkryłam kolejne zakątki Rancza Srebrzyste Sosny, mogłam lepiej się przyjrzeć pracy w tym miejscu, poczułam ten klimat jeszcze mocniej. Rodzina Ashby skradła kolejną cząstkę mojego serca, chyba jeszcze większą niż poprzednio, a Wade i Ivy sprawili, że zapragnęłam właśnie tak silnego i płomiennego uczucia. Uwielbiam tę serię, jest dla mnie tak cudownie komfortowa, a każdy tom wyjątkowy z innego powodu. Ten poruszył mnie najmocniej. Wade Nie dość, że kowboj to jeszcze potrafił gotować. Pokochałam jego gburowatą stronę, a tą czułą jeszcze bardziej. Odpowiedzialny, najstarszy, silny, ale też skrzywdzony przez los. Przez długi czas nie zastanawiał się czego tak naprawdę chce. Nikt nie zapytał. Ona to zrobiła i tak bardzo poruszyła tym moje serce. Taka mała rzecz, jedno pytanie, a jak wiele znaczy… Nie uśmiechał się często. Nie chciał kłopotów, drugiej szansy w miłości i kobiety. Ale wtedy pojawiła się ona i wydobyła z niego wszystko to, co najlepsze. Te małe i wielkie gesty były naprawdę wyjątkowe i sprawiły, że moje serce biło szybciej. Miałam ochotę piszczeć, rozpływałam się nad delikatnym dotykiem i czułością. Ona na nią zasługiwała… Ivy Jego „Kłopot”. Cudownie energiczna. Była światełkiem, od którego biło ciepło i blask. Jej ogromny uśmiech skrywał wiele przykrych wspomnień. Niby delikatna, a jednak tak silna! Trochę szalona, z niezwykłą pasją i miłością, która wręcz z niej emanowała. To jedna z tych bohaterek, które kocha się za energię, iskrę w oku, siłę i historię. Oni razem? Ogień i piękno! „Wygląda na to, że ty też należysz do mnie”. Uwielbiam tę książkę za wiele elementów. Za uśmiech, śmiech, żarty Papcia i przebojowość Mamy Jo. Rodzinne ciepło, relacje, wtrącanie się we wszystko, przebojowość, przyjaźń i klimat, który tak pokochałam. Ogień, który sprawiał, że płonęłam i to było tak przyjemne! Piękne przedstawienie miłości, jej siły i wartości. Marzenia, które pojawiły się w mojej głowie. Kilka godzin spędzonych tak cudownie i przyjemnie. Chcę więcej. Polecam!
Recenzja: victorioushelf , Sobczak Wiktoria
Więcej kowbojów? No przecież, że w to wchodzę! Drugi tom serii ranczo Srebrzyste Sosny to historia Wade’a - inteligentnego, ponurego człowieka, który ostatnio miał sporo przykrych rzeczy na głowie. Jest delikatnie niemiły i zamknięty w sobie. Oraz Ivy… szalona, silna i baaaardzo gadatliwa kobieta, która przychodzi na rozmowę o pracę jako trenerka koni, i totalnie miesza w głowie Ashby’emu. Ona jest zdesperowana, aby dostać pracę, a on… ją zatrudnia! Czy zdołają się dogadać, mimo odmiennych charakterów? Gorąca, zabawna, urocza i momentami trudna - słowa, które idealnie opisują tę historię. Mimo, że pierwszy tom miał dość słabe opinie, moja miłość do kowbojów-gburków wygrała i skusiłam się na drugi: niczego nie żałuję! Autorka spisała się na medal; super przyjemny styl pisania, tempo akcji nie było wcale takie szybkie, jak myślałam że będzie, a humoru i pikanterii było tu aż nadto😏 No i ten wspaniały klimat małego miasteczka, rancza, który mogliśmy tutaj poczuć… jestem zakochana po stokroć.
Recenzja: AnkaWach , Wachowska Anna
Na tym ranczu emocje galopowały szybciej niż konie. Cóż to była za gorąca, obezwładniająca pożądaniem historia, która niejednokrotnie przyspieszała bicie serca! Idealna opowieść na walentynki została odnaleziona, a to za sprawą pewnego pociągającego kowboja, który, choć bywa zrzędliwy, ma w sobie coś to coś !!! Zacznijmy jednak od początku, zanim przejdziemy do tych gorących szczegółów 🔥🔥 Koszmarna przeszłość już za nią - wreszcie odeszła od mężczyzny, który umniejszał jej słowami sprawiając,że czuła się gorsza. Mimo to wciąż ma w sobie tę kobiecą siłę, która przyciąga jednego piekielnie przystojnego mężczyznę. Jest jednak jeden szkopuł - jest szef, który za wszelką ceną stara się utrzymać swoje pragnienie na wodzy. Wade za wszelką cenę chce kontynuować dziedzictwo swojego zmarłego ojca, a dodatkowo musi zmagać się z byłą żoną. Na domiar złego, w jego życiu pojawia się irytująca, piekielnie silna kobieta, którą zaczyna pragnąć zbyt mocno i zbyt szybko. Ich współpraca to iskrząca bomba a eksplozja jest nieunikniona. Jednak trzeba pamiętać , że to, co dzieje się między nimi, ma swój termin ważności- a może i nie 🤭🤭 Genialnie wykreowani bohaterowie sprawiają, że praktycznie nie można oderwać się od lektury. Muszą przejść najtrudniejszy trening w życiu - zdobyć zaufanie i sprawić, by druga osoba otworzyła się na wyznanie bolesnej prawdy, która ukształtowała jej blizny. Jeszcze nigdy nie spotkałam tak gorącej, wybuchowej relacji, która z sekundy na sekundę podsycała ich pożądanie. Otrzymujemy obrazowe sceny z elementami BDSM, ale wszystko odbywa się za zgodą obydwojga. Ich relacja staje się nie tylko sentymentalna i wzruszająca, ale także gorąca na każdej płaszczyźnie. To, jak nawiązywali nić porozumienia, uzupełniając się było idealne. Pokazał jej prawdziwego siebie, a to była najpiękniejsza przygoda w jej życiu. Historia ma rewelacyjny klimat, a to dzięki relacji Wade’a z rodziną.Ich przepychanki słowne, grupowe czaty oraz porady miłosne wywoływały uśmiech podczas czytania. Cóż, podejrzewam, że ktoś w niedługim czasie również straci głowę dla kobiety, ale boi się do tego przyznać.
Recenzja: moniakczyta, Skuza Monika
Po każdej burzy wychodzi słońce a w tym przypadku… po pierwszej kiepskiej książce, zawsze przychodzi ta lepsza. Wade zatrudnia nową młodą trenerkę, która ma zastąpić inną pracownicę podczas jej urlopu macierzyńskiego. Uwielbia spokój a jego językiem miłości są pomruki i skwaszona mina. Kiedy na jego ziemi stanęła wiecznie trajkocząca Ivy jeszcze nie spodziewał się jak odmieni ona jego życie. To jest książka z którą spędziłam idealne walentynki. Pierwsza część była kiepska.. albo właściwie kiepsko przetłumaczona przez co odbiór jej bywał ciężki. Ja natomiast tak długo czaiłam się na tą serię, że postanowiłam się nie zrażać i dać jej kolejną szansę. Cóż to była za wspaniała decyzja. Jeśli mogłabym wybrać idealnego mężczyznę to wybrałabym Wade’a(w tym miejscu gorące pozdrowienia dla mojego narzeczonego <3). Jestem zakochana w kreacji tego bohatera. Taki mruk, który tylko marzy o tym by wszyscy dali mu święty spokój. Jak tylko poznajemy go bliżej to okazuje się, że pod tą swoją maską znajduje się całkiem ciepły mężczyzna. Ivy, gdy tylko pojawia się w jego życiu wywraca wszystko do góry nogami. Ta zwariowana kobieta wie jak postawić na swoim. Jest to postać ze swoimi traumami, które mają odbicie na jej zachowanie, ale to tylko pokazuje jak silną kobietą jest. Wade urzekł mnie sobą najbardziej przez to jak bardzo chciał Ivy. Jak zwracał uwagę na wszystkie detale z nią związane. Oboje potrzebowali znaleźć siebie nawzajem by w końcu żyć pełnią. W tle do romantycznej historii mamy ranczo, wybieranie idealnego konia i proza codzienności. Podobnie jak w pierwszej części mamy dużo pikantnych scen, ale idealnie wpasowały się do tej historii. Pod te walentynki czytało się bardzo przyjemnie. Ode mnie 8/10 ⭐
Recenzja: Oczarowane.literacko, Skrochocka Karolina
Nie przyjmuję żadnego złego słowa o tej książce. Serio. To, jak świetnie się przy niej bawiłam i jak bardzo mnie wciągnęła, jest nie do opisania. Ivy Spencer pojawiła się już w poprzedniej części jako trenerka koni na ranczu Srebrzyste Sosny. Jej szef, Wade, to najbardziej zrzędliwy mężczyzna, jakiego można sobie wyobrazić a jednak muszą ze sobą ściśle współpracować. Oboje mają trudną przeszłość i wiedzą, że zbliżenie mogłoby tylko skomplikować ich życie. Tylko jak oprzeć się przyciąganiu i chemii, które pojawiają się za każdym razem, gdy są obok siebie? Napiszę to kolejny raz - ta seria dorównuje książkom Elsie Silver. Klimat rancza, małe miasteczko i rodzina, która dodaje uroku całej historii, tworzą coś naprawdę wyjątkowego. Ivy wiele straciła przez byłego partnera i nie pozwoli, by kolejny mężczyzna nią pomiatał czy mówił jej, jak ma żyć. Wade, po przejściach z byłą żoną, również ma złe doświadczenia. Kiedy więc przyciąganie między nimi staje się coraz silniejsze, oboje wiedzą, że to ryzykowne. Ale jak tu się nie zakochać w bohaterze, który na każdym kroku pokazuje, jak bardzo mu zależy i ile potrafi poświęcić zakochany mężczyzna? Ivy wydobywa z Wade’a uśmiech, a on przestaje być ponurym, zamkniętym w sobie człowiekiem. Autorka świetnie oddała napięcie między bohaterami. Relacja rozwija się stopniowo, od poznania i budowania przyjaźni, aż po moment, gdy uczucia biorą górę. A kiedy już dochodzi między nimi do zbliżenia… uwierzcie mi, robi się naprawdę gorąco. Humor jest tu ogromnym atutem - Ivy swoim gadulstwem nieraz wywołuje uśmiech. Dodajcie do tego mężczyznę, który mięknie tylko przy jednej kobiecie, wciągającą fabułę, motyw found family oraz kowboja, który wie, jak rozpalić serce i zmysły i otrzymujemy historię, która zostaje z czytelnikiem na długo. Wzruszyłam się też na tej historii a najbardziej pod koniec więc bardzo wam ją polecam!
Data wydania ebooka często jest dniem wprowadzenia tytułu do sprzedaży i może nie być równoznaczna
z datą wydania książki papierowej. Dodatkowe informacje możesz znaleźć w darmowym fragmencie.
Jeśli masz wątpliwości skontaktuj się z nami [email protected].
Data wydania audiobooka często jest dniem wprowadzenia tytułu do sprzedaży i może nie być równoznaczna
z datą wydania książki papierowej. Dodatkowe informacje możesz znaleźć w darmowym fragmencie.
Jeśli masz wątpliwości skontaktuj się z nami [email protected].
Ze względu na strukturę książki nie zamieszczono spisu treści.